Dobra decyzja

Dobra decyzja

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Ale nie mogłam postąpić inaczej.
/ 11.09.2007 15:40
Dobra decyzja
Myśl o oddaniu mamy do hospicjum poddał mi Marcin. Wydawało się to najlepszym wyjściem.

To było postanowione. Uznaliśmy z Marcinem, że nie ma innego wyjścia. W dniu, w którym miałam oddać mamę do hospicjum, obudziłam się bardzo wcześnie. Za oknem było jeszcze ciemno. Wierciłam się na tapczanie myśląc o przyszłości. Nareszcie będę mogła zamieszkać z Marcinem, urządzić mieszkanie tak, jak zawsze chciałam. Odpocząć. Ostatni rok był taki ciężki. Choroba mamy, zawalone egzaminy na studiach. Kryzys naszego związku z Marcinem. Twierdził, że nadal kocha i chce być ze mną, ale nie zgadzał się na wspólne zamieszkanie z mamą. To on przekonał mnie, żeby umieścić ją w hospicjum. Obiecywał pomoc finansową.
"Dlaczego spotkało to właśnie nas" – pomyślałam. Mama nie była staruszką, lecz zdrową energiczną kobietą w sile wieku. Zajmowała się domem, wyręczała mnie we wszystkim. Cieszyła się, że studiuję. I nagle zaczęła tracić pamięć. Ciągle coś gubiła, o czymś zapominała. zaczynała mówić i wątek jej się urywał.

Bywała agresywna, to wpadała w otępienie. Diagnoza - choroba Alzheimera.
Nie wiedziałam, co się dzieje. Czy udaje? Żartuje sobie ze mnie? Złościłam się i krzyczałam. Tymczasem było coraz gorzej. Mama traciła kontakt z rzeczywistością. Twierdziła na przykład, że Marcin chce ją otruć, szukała po całym mieszkaniu mego dawno zmarłego taty. Nie poznawała mnie.
– A pani co tu robi? – pytała. – To pokój mojej córki, proszę wyjść!
Bywała agresywna, a czasem wpadała w otępienie. Wreszcie lekarze stwierdzili chorobę Alzheimera. Uprzedzali, że może być tylko gorzej. Decyzja o oddaniu mamy do hospicjum nie przyszła mi łatwo.
– Ale co mam robić? – myślałam. – Zaprzepaścić studia, stracić Marcina? Mama wymaga stałej opieki i uwagi. Nie podołam temu, nie dam rady.
Już zasypiałam, kiedy usłyszałam jakiś szmer. Zerwałam sięod razu. Przy mamie nauczyłam się spać czujnie. Zastałam ją w kuchni. Rozsypywała mąkę na stolnicy.

Stanęło mi przed oczami całe dzieciństwo. Jej troska, jej miłość do mnie.
– Co ty znowu wyprawiasz, mamo?
– Jak to, co? – odpowiedziała pytaniem. – Piekę ciasto dla Asi. To moja córka, jedynaczka. Kochane dziecko!
Serce mi się ścisnęło. Kiedy byłam mała, mama zawsze wstawała o świcie, żeby przed pracą przygotować obiad i czasami piekła sernik, za którym przepadałam. Całe dzieciństwo stanęło mi nagle przed oczami. Przypomniałam sobie, jak mama dbała o mnie, pielęgnowała w chorobie, sprawdzała lekcje. Ona nauczyła mnie wszystkiego. Dla mnie zrezygnowała z powtórnego małżeństwa, byłam wtedy nastolatką i stanowczo się temu sprzeciwiłam.
– Kochanie – powiedziała. – Ty jesteś dla mnie najważniejsza.
Tak. Byłam najważniejsza. Ona nie opuściłaby mnie w nieszczęściu, nie oddałaby obcym, nie zostawiła samej w mroku strasznej choroby.
– Mamo – powiedziałam nagle. – Nigdzie nie pójdziesz, zostaniesz tu, ze mną. Jakoś damy sobie radę. Marcin, jeśli mnie kocha, będzie musiał to zaakceptować.
Słuchała, mrugając oczami. Nie wiedziałam, czy rozumie, ale coś widocznie do niej dotarło, bo zapytała nagle.
– To ty, córeczko?
Wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję.

Joanna B., 26 lat, studentka

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)