park, widok, las, jesien, para, miłość, zwierzenia

Jak mogłaś, siostro!

Zawsze byłam nieśmiała i cicha. Zawsze w cieniu swej siostry. Kiedy już nabrałam odwagi i ułożyłam sobie życie, ona mnie okrutnie zraniła.
/ 14.11.2008 16:53
park, widok, las, jesien, para, miłość, zwierzenia
Przez całe życie byłam tą gorszą. Od dzieciństwa. Moja starsza siostra – niebieskooka blondynka – była wcieleniem wszelkich cnót, nie mówiąc o urodzie. Ja zawsze znajdowałam się w cieniu Małgosi. Mała, chuda, z mizernymi włosami upiętymi w kucyk. Dzieliło nas niewiele ponad dwa lata, a tak naprawdę przepaść nie do uwierzenia.
Rzadko kiedy dostawałam coś nowego do ubrania, zazwyczaj donaszałam po Małgosi. I to wcale nie z biedy! Rodzice pracowali na państwowych posadach, zarabiali w miarę dobrze, ale wszystko, co najlepsze dostawała moja siostra. A nawet jeśli otrzymywałyśmy coś razem, na przykład magnetofon, i tak było wiadomo, że jest bardziej jej niż mój. Musiałam we wszystkim jej słuchać, w zabawach odgrywałam najgorsze role, jakiegoś więźnia, służącej, strażnika...
I jeszcze wysłuchiwałam, że powinnam się cieszyć, że koleżanki Małgosi w ogóle zechciały się ze mną bawić. No, więc cieszyłam się, posłusznie siedziałam w więzieniu, sprzątałam, stałam na warcie... Pech chciał, że w okolicy, w której mieszkałyśmy, nie było dzieci w moim wieku, tylko albo starsze, albo dużo młodsze. Tak więc w końcu przyzwyczaiłam się, że dostawało mi się zawsze coś gorszego.

Nie buntowałam się, z natury byłam raczej cicha i nieśmiała. Małgosia za to przebojowa, wszystko potrafiła, świetnie się uczyła, pięknie śpiewała.
W szkole szło mi nie najgorzej, ale jaką można mieć motywację do nauki, gdy nauczyciele na wywiadówkach mówili mamie:
– Ewa to już nie to, co Małgosia.
Od razu odchodziła mi ochota do nauki. A skoro uczyłam się gorzej, inwestowano w Małgosię – dodatkowy angielski, lekcje śpiewu, tańca. Rodzice byli z niej dumni. Małgosia świetnie zdała maturę, dostała się na studia – zgodnie z życzeniami rodziców – na medycynę.
Pewnie dlatego, że rodzice, a i ona sama, wysoko mierzyli. Nie każdy mógł zostać chłopakiem Małgosi. Albo nie był wystarczająco przystojny, albo nie miał odpowiedniej pozycji społecznej, albo za mało zarabiał. Ze mną nie było takich problemów, zresztą tak naprawdę nikt się mną nie interesował. Nie chodziłam na dyskoteki szkolne, bo nie umiałam tańczyć, miałam brzydsze ubrania – czułam się po prostu gorsza. Wolałam więc siedzieć w domu.

Właśnie w domu powoli dojrzewało we mnie pragnienie ucieczki, odmiany, metamorfozy. Po maturze z prawdziwą ulgą opuściłam rodziców i wyjechałam do szkoły dokładnie w przeciwnym kierunku niż Małgosia. Studiować jakoś się bałam. Początkowo czułam się fatalnie – przyzwyczajona, żeby za mnie decydowano, nie bardzo wiedziałam, co mam robić. Najważniejsze to się odważyć. Poznałam nowych ludzi, zyskałam przyjaciół. Życie na własny rachunek sprawiało mi niespotykaną frajdę. Zostałam tylko technikiem dentystycznym, znalazłam pracę, a nawet spotkałam mężczyznę, z którym połączyło mnie coś więcej niż przyjaźń.

Artur był przystojny i cały czas dziwiłam się, że zauważył taką szarą mysz jak ja. Spotkaliśmy się w gabinecie stomatologicznym. Długo uczyłam się tego związku. Może dlatego, że nie wyzbyłam się wszystkich kompleksów, nie wierzyłam w siebie. Artur był jednak uparty i cierpliwy. Gdy przyszedł z kwiatami i zaręczynowym pierścionkiem, o mało nie zemdlałam z wrażenia. Nie byłam pewna, czy to miłość? Przynajmniej z mojej strony. Gdy się o tym przekonałam, było już za późno.
Wydawać by się mogło, że moje życie nareszcie się odmieniło. Zadzwoniłam do rodziców.
– Przyjadę z kimś – oświadczyłam im.

Słowo "chłopak" czy też "narzeczony" nie chciało mi przejść przez gardło. Mama i tak zaniemówiła. Wyczułam, że nie jest zadowolona. W końcu zaburzyłam właściwą kolejność. To Małgosia miała pierwsza wyjść za mąż, tymczasem moja zdolna i piękna siostra zwlekała z tym. Najpierw odbywała staż, później robiła specjalizację.
Nie miałyśmy ze sobą zbyt dobrego kontaktu. Unikałam jej, za nic w świecie nie chciałam powrotu do przeszłości. Małgosia mieszkała cały czas z rodzicami. Nasz dawny pokój był teraz cały do jej dyspozycji. Wydał mi się jakby mniejszy, wszędzie leżały porozkładane książki, na biurku szumiał włączony laptop. Naszej starej wersalki już nie było, zastąpił ją jednoosobowy tapczanik.

Rodzice przywitali nas chłodno, ale grzecznie. Przy kolacji atmosfera początkowo była dość sztywna, ale lampka wina pomogła. Ja jednak siedziałam jak na szpilkach. Bałam się tej wizyty. Czas miał pokazać, że słusznie. Małgosia swoim zwyczajem musiała być zawsze pierwsza. Już podczas kolacji zauważyłam, że zrobiła na Arturze duże wrażenie. Poczułam nawet ukłucie zazdrości, ale szybko odpędziłam te myśli. Nie planowaliśmy noclegu, ale zrobiło się późno, a że rodzice nalegali, byśmy zostali, zgodziłam się. Artur dostał pokój siostry, ja spałam na materacu w jadalni, Małgosia na sofie w pokoju rodziców.
Dowiedziałam się o tym dużo później. Na miesiąc przed ślubem, do którego nie doszło. Wyznał mi to Artur.
– Wybacz mi – błagał. – Nie mogę znieść ciężaru zdrady i wstydu.

Nie wierzyłam własnym uszom. Prawie płakał, gdy mi opowiadał, jak początkowo był święcie przekonany, że to ja przyszłam do niego w nocy. Nie wierzyłam mu. Znał mnie tak długo, wiedział, że nigdy bym tego pierwsza nie zrobiła, a już na pewno nie w domu, z którym łączyło mnie tyle niemiłych wspomnień.
– Ja tylko ciebie kocham, nie mogę bez ciebie żyć – zapewniał.
Przeżyłam szok. Chciałam nawet umrzeć, ale byłam zbyt wielkim tchórzem, aby odebrać sobie życie. Wtedy uświadomiłam sobie, że kocham Artura, skoro tak bardzo boli mnie zdrada.

Minął rok, zanim znowu odzyskałam jako taki spokój. Rok, podczas którego Artur cierpliwie czekał na moje przebaczenie. Do Małgosi wysłałam list. Pisałam go kilka dni, pisałam i darłam, bo wciąż nie umiałam wyrazić słowami tego, co czułam i czuję. Chciałam, aby była świadoma, że wiem, jaką wyrządziła mi krzywdę. Nie odezwała się do mnie, nie zadzwoniła. Potem dowiedziałam się, że ma romans z ordynatorem, który ma żonę i dzieci.
Długo wahałam się, co zrobić. Postawiłam na uczciwość i zaufanie. To nie była łatwa decyzja. Wzięłam pod uwagę, że Artur mógł mi zwyczajnie tego wszystkiego nie powiedzieć. I że cały czas czeka. I jeszcze, że widać takie moje przeznaczenie. Nie wiem, czy uda nam się odbudować nasz związek. Na pewno nigdy nie będzie taki jak był, jak mógłby być. Ale będziemy się starać. Na razie bez ślubu, ale może kiedyś... Skromny, cichy, w małym kościółku, tylko w obecności świadków. Mam nadzieję, że miłość zwycięży.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!