Szukamy babci do kochania

Agata Czemierys sama wychowuje dwie córki. Jej rodzice nie żyją, nie ma nikogo bliskiego.
/ 01.06.2007 14:23
Agata Czemierys sama wychowuje dwie córki. Jej rodzice nie żyją, nie ma nikogo bliskiego. Wszystkim trzem brakuje kogoś, z kim w święta można by się podzielić opłatkiem, a na co dzień przytulić, porozmawiać. Wpadły więc na pomysł, by... adoptowac babcię!



Agata, Michalina i Milena mieszkają w bloku na dużym osiedlu w Białymstoku. Ich mieszkanie nie jest urządzone nowocześnie, jak większość domów młodych ludzi, ale w starym, przytulnym stylu. Pełno tu poduszek, kwiatów, a czas odmierza rytmiczne bicie zabytkowego zegara z prawdziwym wahadłem. Wszystkie trzy lubią wieczorami umościć się na kanapie wśród poduszek. W półmroku rozjaśnionym tylko ciepłym światłem małej lampki, Agata czyta córkom najpiękniejsze baśnie.
– Ja lubię czytać, a dziewczynki słuchać, ale wszystkie tęsknimy za czymś jeszcze – za opowieścią babuni z dawnych czasów. Choć możemy sobie tylko wyobrazić, jak to jest, bo babci tak naprawdę żadna z nas nie miała – uśmiecha się.
Babci ze strony mamy Agata w ogóle nie pamięta, bo wcześnie zmarła. Jako mała dziewczynka widywała się czasem z mamą ojca, ale tamta babcia mieszkała daleko i Agata spotykała ją rzadko.
Wciąż marzy mi się makowiec babuni
– Owszem, pogłaskała mnie czasem po głowie czy dała jakiś drobiazg, ale ciągle mi jej brakowało, ciągle za nią tęskniłam...
Niestety, ta babcia również odeszła zbyt szybko. Potem choroba zabrała rodziców dziewczyny. Najpierw, 10 lat temu, mamę. Dwudziestoletnia wtedy Agata bardzo to przeżyła.
– To stało się tak nagle – mówi smutno – Mama poszła do szpitala na operację z powodu zwyrodnienia stawów biodrowych. Operacja się udała, ale tydzień później, jeszcze leżąc w szpitalu, mama dostała zawału. Nie mogłam zrozumieć, jak to się stało. Dlaczego jej nie uratowali... Do dziś, jeśli naprawdę nie muszę, nie chodzę do lekarza. A już do szpitala za nic nie dam się zaciągnąć – zarzeka się rozgoryczona.
Kilka lat później odszedł też tata Agaty, a jej małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Były mąż krótko po rozwodzie wyjechał do swojej matki, do Stanów Zjednoczonych.
– I takim oto sposobem zostałyśmy całkiem same – mówi.
Agata jest zaradną mamą. Prowadzi własną firmę, która wykonuje szyldy reklamowe. Michalina chodzi do piątej klasy, a Milenka do zerówki. Nieraz, gdy mama musi dłużej zostać w pracy, starsza siostra doskonale potrafi zaopiekować się młodszą. Rysuje z nią obrazki, zrobi kanapkę, pomoże się ubrać.
– I wszystko byłoby super, gdyby nie jakaś pustka, która czasem nam doskwiera – wzdycha Agata – Nie, wcale nie jesteśmy samotne – dodaje szybko – Mamy wielu znajomych. Ale brakuje nam kogoś naprawdę bliskiego, takiego od serca. Babci.
Ten brak staje się najbardziej dotkliwy podczas świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy.
– Wszystkie potrawy na świąteczny stół przygotowuję sama – mówi Agata – Przepisy mam od znajomych albo z gazet. A mnie się marzy makowiec czy mazurek według przepisu babuni. Jej pierogi z kapustą i grzybami, karp w galarecie...
Dlaczego nie mamy komu dać laurki?
Agata i dziewczynki dokładnie wiedzą, jaka jest ta ich wymarzona babcia. Taka jak z bajki: w okularach, bujanym fotelu i z drutami w ręku. Żeby w długi zimowy wieczór mogły zaparzyć dla niej dzbanek gorącej herbaty, usiąść wspólnie przy stole i słuchać opowieści starszej pani, jak to kiedyś bywało... Jak żyli ludzie bez telewizorów, telefonów komórkowych i komputerów. Czym wypełniony był dzień znajomych, sąsiadów babci. Co sprawiało im radość, a co smutek. Agata jest przekonana, że jej wymarzona babcia będzie znała mnóstwo takich anegdot.
– Słuchanie takich opowieści to jak czytanie najpiękniejszej książki – tłumaczy – Ja i moje córki chciałybyśmy pomagać takiej babci, robić jej zakupy, umyć okna. Zapraszałybyśmy ją na święta czy na wspólny niedzielny spacer.
– A ja wreszcie miałabym komu dać laurkę – cieszy się młodsza z córek, 6-letnia Milenka.
– Rzeczywiście, z tymi robionymi w przedszkolu laurkami na Dzień Babci co roku mamy problem – konspiracyjnie szepcze mama dziewczynki – Milenka robi przepiękne – maluje na nich serduszka, wykleja kwiatki. Przynosi potem taką laurkę do domu i jest jej smutno, że nie ma komu jej wręczyć. Czasem dajemy ją którejś z zaprzyjaźnionych sąsiadek. Ale to nie to samo...
– Od babci można się też wiele nauczyć, na przykład szacunku dla starszych osób – dodaje dojrzale starsza z córek Agaty, 10-letnia Michalina – Widziałam kiedyś, jak przez ulicę przechodziła starsza pani, a obok niej przebiegał chłopak. Potrącił tę panią tak mocno, że omal się nie przewróciła i nawet nie powiedział "przepraszam". To okropne. Zrobiło mi się bardzo żal tej pani, podeszłam i zapytałam, czy nic jej się nie stało – opowiada dziewczynka.
Ale choć Agata i jej córki tęsknią za babcią od dawna, dopiero niedawno wpadły na pomysł, by... sobie takiej babci poszukać.
– Zaczęło się od historii, którą opowiedziała mi koleżanka – tłumaczy Agata – Mieszkała po sąsiedzku z bezdzietnym małżeństwem. Kiedy mąż zmarł, żona podupadła na zdrowiu. Któregoś dnia poszła po zakupy, przewróciła się i złamała rękę. Doszła do wniosku, że nie poradzi sobie sama, i zamieszkała w domu opieki społecznej. Zrobiło mi się żal tej pani. Gdybym ją znała...

Potrzebujemy tylko serca i ciepła
Właśnie ta historia podsunęła Agacie pomysł, aby poszukać takiej babci, którą mogłaby się zaopiekować, a która w zamian obdarzyłaby ją i dziewczynki ciepłym uczuciem.
– W żadnym wypadku nie interesuje mnie sytuacja materialna tej osoby – mówi Agata – Sama dość dobrze sobie radzę finansowo. Poszukuję samotnej starszej pani lub bezdzietnego małżeństwa z okolic Białegostoku, którzy chcieliby związać się z nami emocjonalnie. Bardzo nas polubić, a może nawet pokochać. Mnie i moim córkom brakuje serca i ciepła, jakie może dać tylko starsza, doświadczona osoba – dodaje – Taka, która już nigdzie nie musi się spieszyć, ma czas, żeby usiąść, porozmawiać, przytulić. Babcia.

Monika Wilczyńska/ Przyjaciółka

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/15.08.2007 16:12
Cześć Agato, w Białymstoku jest bardzo rozwinięta sieć wsparcia dla seniorów. Są różnego rodzaju kluby seniora, domy dziennego pobytu,itd. Często ze wsparcia korzystają ludzie samotni, szukający rowież tak ja Wy przyjaźni, wsparcia, po prostu "kochanego serca". Radzę Ci idź tam, pobądź trochę wśrod tych ludzi, może jako wolontariusz? Popatrz, poznaj Ich, a zobaczysz, że na pewno otworzy Ci się serce na kogoś z Nich. Ci ludzie potrzebują miłości i rodzinnego ciepła. Zyczę Ci powodzenia. Pamiętam tylko, że ludzi trzeciego wieku nie można skrzywdzić, nie można oszukać. Zyczę Ci powodzenia