kobieta, samotność, uroda, zamyślenie

Zawsze jest coś za coś

Miałam Ewę za najlepszą przyjaciółkę na świecie. W końcu znałyśmy się od czasów dzieciństwa. Nigdy bym nie przypuszczała, że się na niej tak zawiodę. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
/ 04.09.2008 15:41
kobieta, samotność, uroda, zamyślenie
Z Ewą przyjaźniłyśmy się "od zawsze". Wychowałyśmy się na jednym podwórku, w szkole siedziałyśmy w tej samej ławce... I chociaż miałyśmy rodzeństwo: Kasia starszego brata, a ja młodszą siostrę, to siebie wzajemnie traktowałyśmy jak siostry. Mijały lata, dorosłyśmy i założyłyśmy własne rodziny, ale silna więź, która nas łączyła, nie osłabła. Jeszcze nigdy nie zawiodłyśmy się jedna na drugiej i pozostawało tylko mieć nadzieję, że tak będzie zawsze...

To przyjaciółka pomogła mi odzyskać równowagę, kiedy moje małżeństwo z Adamem okazało się pomyłką. Krótko po ślubie wydało się, że mąż nie jest tym, za kogo go uważałam. Ukrył przede mną jeden, ale za to bardzo istotny fakt...
– On jest alkoholikiem! – Ewa otworzyła mi oczy, gdy po raz kolejny tłumaczyłam jej, że Adam odsypia zakrapianą kolację z klientem. – Nie widzisz, że sam szuka okazji, żeby się napić?
Nie pomogły prośby i groźby, Adam twierdził, że nie ma problemów z piciem.
– Czyś ty oszalała? – nawrzeszczał na mnie, kiedy próbowałam go namówić, by coś z tym zrobił, nim będzie za późno. – Przecież nie piję codziennie!
– Ale jak już zaczynasz, pijesz tak, żeby się upić – próbowałam łagodnie tłumaczyć, ale nie raczył nawet do końca wysłuchać, co mam mu do powiedzenia. Wybiegł z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Wrócił późnym wieczorem, owiany zapachem wódki.

Tę noc spędziłam na kanapie. Ani na chwilę nie zmrużyłam oka, analizując swoją sytuację. I wyszło mi, że muszę ratować siebie. Nie mogłam tkwić w chorym związku bez przyszłości, a raczej z jasno określoną, ponurą przyszłością...
– Rób jak chcesz! – Adam wzruszył ramionami, gdy oznajmiłam, że chcę rozwodu. Znowu był na rauszu!

Mijały właśnie trzy lata, od kiedy byłam sama. I choć odpowiadał mi taki stan rzeczy, nie wykluczałam, że kiedyś spotkam mężczyznę, z którym będę się chciała związać na dobre i złe...
– Ale samej też mi dobrze! – zapewniałam szczerze Ewę. Zaprosiłam ją na kawę i sernik, bo przyjaciółka przepadała za moimi wypiekami. Dopiero teraz zauważyłam, że jest dziwnie milcząca i zrobiło mi się głupio, że tak gadam tylko o sobie...
– Co się stało? – zapytałam, a Ewa jakby tylko czekała na to pytanie.
– Jarek mnie zdradza! – wypaliła.
Jej stwierdzenie wydało mi się tak absurdalne, że z trudem powstrzymałam wybuch śmiechu.
– Jarek? Ten wzór mężowskich cnót? – zdziwiłam się.
Bo mąż Ewy był chodzącym ideałem: troskliwy i sumienny, szalał za nią i ich synkiem, Jakubem. Ewa nie musiała martwić się dosłownie o nic. Żyła jak pączek w maśle!
– Od kilku miesięcy prawie nie ma go w domu. Niedługo zapomnę, jak to jest budzić się koło męża. Nie wspominając o innych sprawach... Czuję, jak z dnia na dzień oddalamy się od siebie – Ewa zawiesiła dramatycznie głos.
– Ale przecież wiesz, że rozwija firmę. Musi dopilnować wszystkiego sam. Robi to wszystko dla was – tłumaczyłam jej łagodnie jak dziecku. Byłam święcie przekonana, że przyjaciółka widzi problem tam, gdzie go absolutnie nie ma.

Pożegnałyśmy się serdecznie, zaprosiłam ją za kilka dni. Miałam nadzieję, że przez ten czas uda im się z Jarkiem dojść do porozumienia.
– I jak? – zapytałam, gdy mnie odwiedziła.
– Bez zmian – westchnęła ciężko i zrobiła minę, jakby za moment miała się rozpłakać. Nagle zadzwonił jej telefon. Zerknęła na numer...
– Tak, to ja... – uśmiechnęła się promiennie. – Jestem właśnie u przyjaciółki. Pamiętasz? Wspominałam ci o niej... Dobrze, czekam na telefon, całuski, pa!
– Kto to? – zapytałam.
– Krzyś...

Nie miałyśmy żadnego wspólnego znajomego o tym imieniu.
– Jaki Krzyś? Skoro ty wspominałaś mu o mnie, może i ja się dowiem czegoś o nim? – drążyłam.
Okazało się, że to kolega Ewy. Poznali się podobno w parku.
– Biega tam codziennie o stałej porze. Wtedy się spotykamy. Mówię ci, on rozumie mnie jak mało kto... – opowiadała o nim z rosnącym entuzjazmem. Ewa po rozmowie z nim zupełnie nie przypominała osowiałej, zmartwionej problemami osobistymi kobiety, której przed kwadransem otworzyłam drzwi...
A ja czułam, że to nie jest zwykły kolega, tylko ktoś o wiele jej bliższy. Nie wiedziałam, co naprawdę łączy ją z tym Krzysztofem, ale prawda wyszła na jaw zupełnie niespodziewanie.

Przyjaciółka wpadła do mnie z niezapowiedzianą wizytą, a towarzyszył jej mężczyzna.
– Poznaj Krzysztofa! – zaszczebiotała od progu. – Kubuś jest u mojej mamy, Jarek wyjechał w interesach, a Krzyś zgodził się spędzić ze mną dzisiejsze popołudnie i wieczór.
Stało się dla mnie jasne jak słońce, że Ewa ma z tym facetem romans!
– Kochanie, podaj mi, proszę, moją torebkę z przedpokoju – zwróciła się do niego w pewnej chwili.
– Co ty robisz? Zwariowałaś? – wysyczałam do niej, ale nie było czasu na dyskusje, bo jej absztyfikant wrócił.
Modliłam się, by wyszli jak najszybciej. Cała ta sytuacja była dla mnie okropnie niezręczna. W dodatku, po tym, co zobaczyłam, zaczęłam nabierać wątpliwości, czy Ewa jest ze mną do końca szczera. Lubiłam Jarka, miałam z nim dobry kontakt. Postanowiłam, że z nim porozmawiam i wybadam grunt. Nie miałam zamiaru informować go o romansie żony – musiałam tylko wiedzieć, czy rzeczywiście aż tak bardzo ją zaniedbuje, że ona musi szukać wrażeń z innym facetem...

Telefon Jarka wciąż milczał, dlatego, gdy to on niespodziewanie zadzwonił, szczerze się ucieszyłam.
– Dobrze, że się odzywasz! – powitałam go ciepło.
– A czego się spodziewałaś? Że będę milczał i tolerował twoje zagrywki? – warknął i zaraz dodał zgryźliwie: – Czyś ty zwariowała? Naprawdę potrzebujesz przyzwoitki na randkach? Czy ty naprawdę myślałaś, że Ewka mi o niczym nie powie?! – ciągnął, słysząc moje westchnienie zdziwienia. – Nie ma jej całymi popołudniami w domu, bo musi czuwać nad twoją cnotą! Kobieto, opamiętaj się! Skoro masz odwagę umawiać się z facetami na randki, chodź na nie sama, bez obstawy! – trzasnął słuchawką.

Co ta wariatka wyprawia? – pomyślałam o Ewie. – W co ona mnie wrabia? Zażądałam od niej wyjaśnień. Okazało się, że siedziała sobie w najlepsze w kawiarni z Krzysztofem, w centrum handlowym. Przypadkiem był tam też Jarek.
– Zauważył nas. Musiałam coś wymyśleć, więc zwaliłam wszystko na ciebie. Powiedziałam, że poprosiłaś, żebym towarzyszyła tobie na pierwszej randce... Nazmyślałam, że szukasz facetów w Internecie, a jeśli któryś ci się spodoba, umawiasz się z nim w realu, a ja towarzyszę ci zawsze, dla bezpieczeństwa... – trajkotała. Słuchałam jej paplaniny z rosnącą irytacją. Ewa kompletnie postradała rozum! Nie poznawałam jej!
– Powiedziałam, że się spóźniasz i że oboje czekamy na ciebie... Ale ty się, kochana, nie gniewasz, prawda? – czekała na moje rozgrzeszenie.
– Nie, nie gniewam się – wysyczałam. – Jestem tylko niewyobrażalnie wściekła. Dopóki nie ułożysz swoich spraw, nie chcę cię znać. Tak będzie lepiej dla nas dwóch! – gdybym mogła, rozszarpałabym ją gołymi rękoma. Nie miałam ochoty być uwikłana w jej pogmatwane życie intymne!

Przez jakiś czas miałam spokój. I choć wciąż bardzo przeżywałam zawód, jaki sprawiła mi Ewa, uznałam, że to i tak było najlepsze wyjście. Kto wie, do czego jeszcze była zdolna moja zakochana eksprzyjaciółka?
Po kilku miesiącach zadzwonił Jarek. Tak jak było do przewidzenia, smutna prawda w końcu ujrzała światło dzienne.
– Zadzwoniła do mnie żona tego Krzysztofa – oznajmił Jarek na wstępie. – Powiedziała o wszystkim. Chciałbym cię przeprosić za tamtą awanturę. Może wybralibyśmy się gdzieś na kawę?
Było mi go szkoda – w sumie oboje nas Ewa potraktowała bardzo przedmiotowo... Okazało się, że tę historię z zaniedbywaniem jej też wymyśliła.
– Sama mnie unikała. Musiała już wtedy mieć tego faceta na boku – wyrzucał z siebie Jarek.

Zaczęliśmy spotykać się częściej, by razem wspierać się w ciężkich chwilach... Teraz Jarek jest już po rozwodzie, powoli odzyskuje równowagę. Myślimy o tym, żeby się pobrać. Straciłam przyjaciółkę, ale zyskałam męża. I potrafię docenić to, że jest przyzwoitym człowiekiem.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!