O wspaniałym rycerzu i zaklętej w zamek królewnie

Fragment najnowszej książki Katarzyny Miller i Ewy Konarowskiej pt. "Chcę być kochana tak jak chcę".
/ 16.03.2006 16:57
 
Kasia: Opowiem ci pewną bajkę, którą widzę oczami duszy.
Ewa: O tym, jak to oni chcieliby żyć razem długo i szczęśliwie?

K: Ćwicz cierpliwość i posłuchaj. On przebiera się bardzo pięknie, bo przecież chce być widziany jako wspaniały rycerz, dużej klasy. Wsiada na wielkiego konia, zakłada lśniącą zbroję.
E: Koniecznie ma ze sobą długą lancę.
K: Uważa, że im dłuższa, tym lepsza. Ma przyłbicę i pióropusz i galopuje przez równinę na swym pięknym rumaku, marząc o kim? O królewnie. Jedzie i rozgląda się. Nie zaspokajają jego ambicji żadne mijane po drodze chałupki, domki, osiedla. Chce zamku i królewny! Jedzie i jedzie, i jedzie. Nagle jest! Zamek. Och, jaki piękny! Wieże ma wysokie, fosy głębokie, a most podniesiony... Cud, nie zamek. Bogaty, nie do zdobycia. Rycerz, chrzęszcząc zbroją i powiewając pióropuszem, zbliża się do niego. I co się wtedy dzieje? Most się opuszcza.
E: Łał!
K: Więc co rycerz na to? Wjeżdża na dziedziniec! A tam pięknie, przepięknie. Wszystko jest.
E: Aż się boję końca.
K: Wszystko jest, tylko jakoś pusto. Mówię ci, pusto! Może oprócz zwodzonego mostu trzeba jeszcze czasem pokonać jakieś przeszkody, żeby się tam dostać. Różnie bywa z tymi zamkami. Jedne ulegają szybciej, inne trochę się bronią. A rycerz zwiedza i się zachwyca. Ale bogato, ale ślicznie przystrojone!
E: Widać inteligencję właścicielki-królewny.
K: Widać jej gust i niezwykłą wszechstronność. Rycerz ogląda i podziwia. Zwiedza zamek, komnata po komnacie, ale królewny znaleźć nie sposób. W sali balowej - nie ma, w tronowej - nie ma, w kuchni - nie ma, w sypialni - nie ma, ale gdzieś coś cichutko kwili. W korytarzach też księżniczki ani śladu, ale za to kwilenie słychać coraz głośniej. Rycerz biega po zamku od komnaty do komnaty. W końcu trafił do lochu: tu już coś naprawdę głośno płacze! No i co? W ostatniej komóreczce, na samiusieńkim końcu najciemniejszego korytarza znalazł...
E: Co? Dziecko malutkie, dziewczyneczkę małą?
K: Tak, dzidzia. Siedzi i zalewa się łzami
.
E: Pół roczku?
K: No, nie, może więcej. Ze dwa latka ma, góra trzy. Siedzi i płacze, a on myśli: "O, Jezus, Maria, kto to dziecko tu wsadził i zamknął? Czy ta królewna jakaś okrutnica, czy co? Gdzie ona w ogóle jest?".

E: No i co?
K: Bierze to dziecko na ręce, ale trochę nie wie, co z nim począć. Bo nikt go nie uczył.
E: Przecież w końcu nie po dziecko tu przyszedł. Dzieci (jak mawiał jeden mój znajomy rycerz, powtarzając za Słonimskim) to zakała ludzkości.
K: Jak daleko sięga pamięcią, w jego rodzinie kazali się dziećmi zachwycać i on się z grzeczności zachwycał trochę, choć nie wiedział za bardzo czym. A potem szybko uciekał, bo takie dziecko to jeszcze mu kupę na rękę zrobi albo się zsika. A w ogóle co się z takim dzieckiem robi? Czym to się karmi? Są oczywiście tacy, którzy wiedzą, ale oni nie przebierają się, proszę ciebie, w zbroję, tylko siedzą u siebie w domu, mają własne dzieci i je hodują.
E: To są ci nudni.
K: No, nie powiem... Oni wiedzą, jak się dzieckiem zająć. Mają już dzieci, bo chcieli je mieć, wiedzieli, kiedy i po co i z kim, i żadna królewna im niepotrzebna... Ale wróćmy do naszego pięknego rycerza. On coś z tym bachorkiem zrobi, bo przecież świnią nie jest. No, może co poniektóry zostawiłby dziecko i odjechał, ale taki porządniejszy rycerz je weźmie i nawet pójdzie do kuchni, znajdzie coś do jedzenia i nakarmi.
E: I tak się będzie z tym dzieckiem obtykał, choć tego nie lubi.
K: Pewnie, że nie lubi. Pyta nieustannie: "Gdzie jest, kurde, królewna? No, przecież musi być. Przecież zamek stoi...".
E: Piękna bajka!
K: I jaka prawdziwa...
(...)
E: Ja wciąż nie rozumiem, czy jest gdzieś ta królewna, czy nie.
K: Królewna jest zamkiem. Jest w niego niejako zaklęta. Zamek jest tą częścią niej, którą ona, dużym nakładem sił i środków, wzniosła na zewnątrz. Pokazuje tę cudowną sylwetkę prosto z fitnessu. Nogi na niebotycznych obcasach albo we wspaniałych tenisówkach. Iskrzącą inteligencję za markowymi okularami. Mądrość i fajność kobiety-kumpla...
E: Albo pokazuje kobietę do łóżka...
K:
Niekoniecznie do tego łóżka dochodzi, a jeśli już dojdzie, to raptem może się okazać, że nie ma tam tej nieokiełznanej lwicy, tylko mała dziewczynka.
E: Czy to znaczy, Kasiu, że my widzimy atrakcyjną kobietę, zadbaną, uwodzicielską i dorosłą, a ona w środku jest emocjonalnie małym dzieckiem?
K: Właśnie tak. Ta zewnętrzna fasada to zamek, w którego świetność kobieta wciąż inwestuje. Wewnątrz, w ukryciu (ja to nazywam "w komórce"), pozostaje opuszczone, nieszczęśliwe małe dziecko.
E:
Dlaczego o nim zapomniała? Ono przecież wydaje się takie ważne...
K: Jednak wtedy kiedy było to potrzebne, nie podobało się takie zwyczajne. Z tych zwyczajnie kochanych dzieci rosną zwyczajni ludzie, czyli te nasze miłe chałupki. A większość zamków to dzieci, które musiały się bardzo starać, żeby sprostać wymaganiom, czyli być bardzo ładną, bardzo inteligentną, bardzo grzeczną. W ogóle wyjątkową i bardzo-bardzo.
E: Zdaje się, że znam to z własnego doświadczenia.
K: I dlatego czekasz, żeby ktoś inny zajął się twoim porzuconym dzieckiem.
E: Bo sama nie umiem. Nie wiem nawet, czego ono chce.
K: I bardzo byś chciała, żeby ktoś, najchętniej jakiś rycerz, wiedział lepiej niż ty, czego potrzebujesz? Spójrz, jak często wraca ten wątek dbania o własne potrzeby. Jest to jeden z najważniejszych progów na drodze do dorosłości i dobrego życia.
E:
Może kiedyś przestanę szukać kogoś, kto mnie wyręczy w opiece nad sobą, ale na razie jestem recydywą i wobec tego powiedz mi: Co robi królewna zaklęta w zamek, gdy rycerz nie chce się zajmować małą dziewczynką?
K: A będziesz chciała pamiętać?
E: Nie mogę obiecać. To co? Nie powiesz?
K: Powiem, bo może jakaś inna mała dziewczynka ukryta w zamku będzie chciała pamiętać:

OD ŻADNEGO RYCERZA DZIEWCZYNKA NIE MOŻE DOSTAĆ TEGO, CZEGO POTRZEBUJE, ŻEBY STAĆ SIĘ DOROSŁĄ KOBIETĄ.

To, czego nie udało się dostać w młodych latach od mamy, taty, babci, dziadka, prawdziwych lub "przyszywanych" cioć i wujków oraz od nauczycieli, może zdobyć już tylko sama. Mogą jej w tym pomóc przyjaciele, i ukochany też, ale TYLKO POMÓC!


Przedstawiliśmy pierwszy fragment najnowszej książki znanej psycholog i psychoterapeutki Katarzyny Miller i dziennikarki Ewy Konarowskiej pt. "Chcę być kochana tak jak chcę. Rozmowy terapeutyczne" wyd. Ravi, 2005.

Podreślenia i skróty pochodzą od redakcji.
Czytajcie uważnie, w przyszłym tygodniu następny fragment i pytanie konkursowe!


Katarzyna Miller, Ewa Konarowska, "Chcę być kochana tak jak chcę. Rozmowy terapeutyczne", wyd. Ravi, 2005.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)