Młoda kobieta z papierosem i smartfonem fot. Adobe Stock

Gdy ich uzależnienia stały się uciążliwe, postanowiły z nimi walczyć! Prawdziwe historie Polek

Zuza żyła przyklejona do ekranu telefonu, Ania dostosowywała swój grafik dnia do przerw na papierosa, Karolina nabrała złych zwyczajów na urlopie macierzyńskim. Jak udało im się zmienić swoje życie?
Małgorzata Czyż / 22.09.2020 15:36
Młoda kobieta z papierosem i smartfonem fot. Adobe Stock

Nałogi, które są szkodliwe dla naszego zdrowia, mogą wymagać specjalistycznej pomocy lub nawet długotrwałej terapii. Jednak na drogę ku lepszej wersji siebie możesz spróbować wkroczyć także sama. Poznaj historie Polek, którym udało się rozstać z papierosami, opanować nałóg niepotrzebnych zakupów i zwalczyć uzależnienie od telefonu.

Zuzanna: bez telefonu czułam się jak pozbawiona części ciała

Zuza należała do osób, które lubią być na bieżąco. Wymagająca praca w nienormowanych godzinach, sprawdzanie maila co kilka minut, w przerwach na kawę – newsy i przegląd najnowszych kolekcji sieciówek.

Chyba przyzwyczaiłam się, że telefon towarzyszy mi zawsze i wszędzie, jest narzędziem pracy i rozrywki. Bez niego czułam się jak pozbawiona części swojego ciała - komentuje Zuzanna.

Nawet w towarzystwie przyjaciół nie skupiała się na rozmowie, tylko nerwowo zerkała na ekran, obawiając się, że coś przegapi. Sytuacji nie poprawiał fakt, że partner Zuzy również rzadko wypuszczał telefon z ręki. Często siadali razem na kanapie z kieliszkiem wina, wpatrzeni nie w siebie, ale każdy w swój ekran.

Uczucie niepokoju, które towarzyszy odcięciu się od strumienia informacji, określa się jako FOMO. Skrót oznaczający “fear of missing out” (lęk przed wypadnięciem z obiegu), wykluł się na początku XXI wieku w tekstach badaczy zajmujących się tematyką biznesu i marketingu. Początkowo dotyczył raczej lęku przed przegapieniem spotkań towarzyskich czy nieznajomością modnych nowych miejsc. Ewolucja naszego stylu życia sprawiła jednak, że pojęcie FOMO skleiło się nieodwracalnie z potrzebą ciągłego bycia online, a co za tym idzie – obawą przed odłożeniem smartfona nawet na chwilę.

Dla Zuzy powodów uzależnienia od telefonu było wiele:

Jestem w różnych kręgach towarzyskich i każdy z nich jest dla mnie ważny. Nie jestem w stanie być w trzech różnych knajpach czy na trzech weekendowych wyjazdach, ale przecież mam telefon… Tak myślałam, a w rezultacie nie poświęcałam czasu i wystarczającej uwagi nikomu – wspomina Zuza.

Zuza czuła potrzebę kompulsywnego przeglądania ofert. Newslettera z serwisu aukcyjnego nie traktowała jako spam, a prawdziwie ciekawą lekturę. Na przeceny wyruszała za pomocą telefonu, zanim jeszcze konkurencja zdążyła odblokować ekran. Najzabawniejsze, że wcale nie kupowała za wiele, w końcu ma niewielkie mieszkanie… Samo szukanie i przeglądanie przynosiło jej satysfakcję, było sposobem na relaks.

Kiedy powiedziała STOP? Podczas wakacyjnego wyjazdu z przyjaciółmi dała się namówić na eksperyment “wszystkie telefony na stół” i przetrwała cały wieczór bez ekranu. Gdy wróciła do domu, znalazła w ustawieniach telefonu opcje służące do zachowania tzw. higieny cyfrowej. Zaplanowała, ile minut w trakcie doby chce poświęcić na każdą aktywność i trzyma się rygoru. Gdy pojawia się alert, odkłada telefon. Zauważyła, że z każdym dniem przychodzi jej to z większą łatwością.

Odwyk Zuzy trwa już pięć tygodni i wszystko wskazuje, że uda jej się kontynuować nowe, bardziej świadome życie. Teraz próbuje namówić partnera na specjalne godziny offline w ciągu dnia.

Ania: Nie chciałam już być niewolnicą papierosów

U Ani uzależnienie rozpoczęło się podobnie jak u jej przyjaciół – od przerw na papierosa w pierwszej pracy. Najpierw sporadyczne, palenie zaczęło jej towarzyszyć na co dzień i wpisało się w scenariusz wielu zwyczajnych czynności. Najczęściej paliła z Magdą, przyjaciółką z pracy, z którą spędzała prawie każdą wolną chwilę.

Papieros był dla mnie naturalną częścią spotkania na kawę, nie wyobrażałam sobie nie zapalić po obfitej kolacji czy przy kieliszku wina. W końcu papierosy zaczęły mi towarzyszyć wszędzie, szczególnie w pracy – 5 minut za budynkiem pozwalało się odstresować i posłuchać plotek z innych działów – wyjaśnia Ania.

Problem zaczął się koło trzydziestki, gdy Ania zauważyła, że pali coraz więcej. Upragniony awans przyniósł więcej stresu i więcej nadgodzin. Zaniepokojona, czy utrzyma się na stanowisku, Ania odreagowywała przy dymku. Doszła już do paczki wypalanej dziennie, a przerwę na papierosa fundowała sobie co półtorej godziny, czasami nawet częściej. Gdy spotkania układały się w kilkugodzinny ciąg i Ania nie miała czasu na przerwę, stawała się coraz bardziej rozdrażniona i miała problemy z koncentracją. W dodatku coraz częściej zaczęła zauważać reakcje ludzi na jej zapach, a raczej odpychającą woń (jak plotkowano za jej plecami) – dymu papierosowego, który na dobre przesiąknął w jej ubrania i włosy.

Najbardziej uciążliwe było psychiczne uzależnienie, przymus regularności. Gdy zauważyłam, że wybieram miejsce na urlop pod kątem długości lotu, coś we mnie pękło. Nie chciałam już by niewolnicą papierosów – wyznaje Anna.

Do podjęcia próby namówiła Magdę, która z niechęcią podchodziła do tej pory do rzucenia palenia. Dla przyjaciółki główną motywacją był niepalący partner. Chłopak Magdy rozstał się z nałogiem już kilka lat temu i wywierał coraz większą presję na ukochaną. Żalił się na brzydki zapach w mieszkaniu i co gorsza, zabrudzenia „jego” fotela, w którym ogląda mecze swojej ulubionej drużyny piłkarskiej (podobno przynosi im to szczęście).

Ania i Magda wyjechały na tygodniowy detoks w gospodarstwie agroturystycznym. Cały plan podporządkowany był rzucaniu palenia. Przyjaciółki zaplanowały wyprawę na kajaki na trzeci dzień, kiedy głód nikotynowy jest wyjątkowo silny. W ramach relaksu kąpały się w gorącej balii i chodziły do sauny, przegryzały pokrojone warzywa za każdym razem, gdy miały chęć zapalić. Unikały jakiegokolwiek alkoholu, bo wcześniej ich spotkaniom na wino zawsze towarzyszyły papierosy.

Po tygodniu Ania poczuła, że jest gotowa wrócić do swojego normalnego życia i oprzeć się pokusie. Nie było łatwo, ale mija już rok, od kiedy nie pali i właśnie podjęli z mężem decyzję, by zacząć starać się o dziecko. Magda z kolei wytrzymała dwa tygodnie. Złamała się na imprezie w ogródku znajomych i wróciła do regularnego palenia.

Nie znaczy to jednak, że sukces Ani i pozytywne zmiany w jej życiu nie okazały się dla niej inspirujące. Choć nie była gotowa na to, aby całkowicie zrezygnować z nałogu, zaczęła szukać alternatyw. Smak e-papierosów jej nie odpowiadał, więc ostatecznie zdecydowała się na IQOS, system podgrzewania tytoniu, i mentolowe wkłady. IQOS okazał się mniej uciążliwy dla jej chłopaka, ponieważ przy jego użytkowaniu nie wytwarza się dym i nieprzyjemny zapach charakterystyczny dla papierosów, którym przesiąkają włosy, ubrania meble i firanki oraz to, co przeszkadzało jej najbardziej – brzydko pachnące dłonie.

Nie ma też popiołu, więc zniknęło zagrożenie dla ulubionego fotela jej chłopaka. Decydujący argument pojawił się jednak podczas dokładnego researchu – w jednym z artykułów Magda wyczytała, że Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) przyznała podgrzewaczom tytoniu IQOS – status „produktu o zmodyfikowanym ryzyku”. Co to oznacza? Zdaniem ekspertów z USA, IQOS w mniejszym stopniu naraża użytkowników na działanie toksycznych substancji w porównaniu do papierosów. Magda cieszy się, że zmieniła nawyki, dzięki czemu nie tylko ona zyskała, ale też jej bliscy.

Karolina: Szybko stałam się królową internetowych zakupów

Karolina nigdy nie miała żadnych problemów z uzależnieniami. Alkohol i kawa zawsze w umiarkowanych ilościach, papierosy popalane na studenckich imprezach (nawet nie zauważyła, gdy rzuciła). Nie przypuszczała, że znajdzie nałóg dla siebie dopiero, gdy założy rodzinę.

Karolina i jej partner zdecydowali się na córeczkę jako pierwsi z towarzystwa. Gdy poszła na urlop macierzyński, cieszyła się z przerwy w nielubianej pracy, ale szybko poczuła się samotna. Koleżanki dzieliły czas między biuro, wyjazdy i imprezy, ona siedziała sama w domu. Nadrobiła wszystkie zaległości książkowe, przeglądała internet. Wciągnęła się w internetowe serwisy pośredniczące w zakupach z drugiej ręki. Zaczęła kupować naręcza ubranek dla małej, później dla siebie.

Szybko stałam się królową internetowych zakupów, czułam się jak łowca okazji i cieszyłam z każdej perełki, na której wyszukanie poświęciłam czas i energię – podkreśla.

Koleżanki Karoliny chwaliły jej gust: ale super bluza, też chciałam ją kupić, ale 400 zł to przesada. Ona odpowiadała z dumą, że odkupiła kurtkę od kogoś za 40. Właściwie nowa pasja zakupowa Karoliny nikomu nie przeszkadzała: duże mieszkanie mieściło wszystkie kaprysy, pieniędzy nie brakowało.

Gdy urlop macierzyński zmienił się w wychowawczy, zaczęłam odczuwać brak własnych pieniędzy i po raz pierwszy pomyślałam, że warto się opanować. Co z tego, że kupowałam używane rzeczy, w duchu less waste, skoro tak samo gromadziłam i gromadziłam – wspomina.

Karolinę otrzeźwiła także błyskawicznie kurczącą się szafa. Na szczęście córeczka była już na tyle duża, że młoda mama mogła zacząć wychodzić częściej, zabierać małą na wypady za miasto.

Zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do zakupów, zorientowałam się, że kupowałam z nudów, a nie z potrzeby. Pomógł mi powrót do życia towarzyskiego, bardziej zaangażowałam partnera do opieki nad małą, żebym mogła częściej wyskakiwać na wieczór u znajomych – wyjaśnia Karolina.

Nadal jest dumna ze swojej kolekcji pięknych (i okazyjnych) ubrań, ale nie powiększa już zbiorów. Gdy jest znudzona, dzwoni do przyjaciółki na pogaduszki, a ubrania dobiera pod kątem użyteczności i wysokiej jakości. Zaczyna też wyczekiwać powrotu do pracy, bo na dłuższą metę życie domatorki ją męczy. Wie, że jej nałóg nie był dla nikogo szkodliwy, ale dziś stara się szybciej rozpoznawać, kiedy proste przyjemności stają się kompulsywnym działaniem.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!