Kłótnie w związku fot. Fotolia

Kłótnie w związku - 5 raz jak znaleźć rozwiązanie w konfliktowej sytuacji

Konflikty zdarzają się w każdym związku. I nic w tym złego, jeśli spory nikogo nie ranią i służą porozumieniu partnerów. Jak ten cel osiągnąć?
Marta Wilczkowska / 17.12.2013 09:20
Kłótnie w związku fot. Fotolia
Zwykle zaczyna się od jakiejś przykrej uwagi rzuconej pod adresem współmałżonka. Potem atmosfera szybko się zagęszcza, słowa stają się coraz ostrzejsze i... awantura gotowa. Znacie z partnerem ten scenariusz aż za dobrze? Wskazówki specjalistów od sztuki negocjacji pomogą wam go zmienić.

Zaczepki, złośliwości, aluzje…Kiedy kłótnia wisi na włosku, najważniejsze to nie dopuścić do zbytniego zacietrzewienia się. Jak zatem postępować, żeby zaogniający się spór zamienić w rzeczową dyskusję?
  1. Spójrz na sprawę z dystansem. Wściekasz się, że jego buty znowu stoją na środku przedpokoju? Zamiast się nakręcać, pomyśl: „Czy to aż takie ważne?”. Złość szybko wtedy ustąpi i dojdzie do rzeczowej rozmowy, a nie do awantury.
  2. Spróbuj partnera zrozumieć. Denerwuje cię, że mąż w weekendy często jeździ do matki? Jeżeli weźmiesz pod uwagę, że teściowa to np. starsza schorowana osoba, dyskutując z partnerem o problemie, łatwiej pohamujesz gniew.
  3. Zastopuj gniewne emocje. Czujesz, że zaraz wybuchniesz, bo on znowu nie wyrzucił śmieci? Weź kilka głębokich oddechów lub policz listki na kwiatku w doniczce. Wyciszysz się, uspokoisz i... nie powiesz o słowo za dużo.
  4. Zawsze mów „ja” zamiast „ty”. Podczas kłótni on często słyszy: „Nic nie robisz w domu” lub  „Dziecko mało cię obchodzi”? Zastąp te zarzuty zdaniami formułowanymi w pierwszej osobie, nie w drugiej. Mów przy tym, co czujesz, np.: „Jestem zła, bo zakupy niezrobione”. „Irytuje mnie, że tylko ja sprawdzam Ani lekcje”. Niby to samo, a brzmi o wiele lepiej, prawda?
  5. Unikaj ogólników. Partner nie wie, dlaczego się dąsasz? Zamiast krzyczeć: „Ty nic nie rozumiesz!”, wyjaśnij np.: „Liczyłam na kwiaty w rocznicę ślubu”. Zawsze krytykuj zachowanie męża, nie jego osobę. To ważne, bo np. uwaga: „Jesteś podły” brzmi obraźliwie. Natomiast kiedy mówisz: „Zapomniałeś o naszym święcie”, tylko stwierdzasz fakt. Trzymaj się konkretów!
Już powiedzieliście sobie, co was boli? To dobry moment, by wspólnie się zastanowić, jak rozwiązać sporny problem. Najlepiej starajcie się wypracować kompromis. Czyli jasno określcie swoje priorytety, po czym rozważcie, jak można je pogodzić.
  • Traktujcie siebie z szacunkiem. Podczas rozmowy wciąż wchodzicie sobie w zdanie. Uzgadniacie: gdy jedno mówi, drugie słucha i stara się nie  przerywać. Cierpliwie czeka, aż współmałżonek skończy. To ważne, bo inaczej emocje mogą znowu wziąć nad wami górę i spór wybuchnie od nowa.
  • Spotkajcie się w połowie drogi. Kłóciliście się, bo partner jest zazdrośnikiem. Ustalacie: ty starasz się nie kokietować przystojnego sąsiada, a mąż nie kontroluje twoich SMS-ów.
  • Nie obawiajcie się ustępstw. On naciska, byś pracę, którą lubisz, zmieniła na mniej absorbującą. Rozwiązaniem może być propozycja: partner wycofuje swoje żądanie, a ty rezygnujesz z nadgodzin, żeby więcej czasu móc poświęcić rodzinie.
  • Nie zaprzeczajcie faktom. Mąż twierdzi, że za rzadko się z nim kochasz. Jeżeli faktycznie robisz w sypialni uniki, to nie wypierasz się tego, tylko proponujesz, że od tej pory to partner będzie wieczorem gotował obiad na następny dzień. A ty w tym czasie zrelaksuj się, by nabrać sił na pieszczoty.
  • Pamiętajcie o przeprosinach. Podczas kłótni zagalopowałaś się i wykrzyczałaś, że ukochany jest kiepski w łóżku. Aby on z tego powodu nie pielęgnował w sercu urazy, spróbuj załagodzić sytuację. Powiedz np.: „Wybacz, przeholowałam, bo po prostu byłam wściekła”. Widząc, że druga strona żałuje kąśliwych uwag i nie waha się za nie przeprosić, łatwiej pozbywamy się zadr z serca.
Jeśli nie udaje się rozwiązać problemu, zawieście dyskusję i powróćcie do niej w bardziej sprzyjającym momencie, np. po głębszym przemyśleniu sprawy. Także wówczas, gdy sytuacja znów się zaognia, dalszą rozmowę warto przełożyć na później. Kiedy oboje ochłoniecie, o kompromis będzie dużo łatwiej!

Czytaj także:

Na podstawie artykułu Anny Leo-Wiśniewskiej z Pani Domu

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/03.01.2017 20:14
Szczerze mówiąc jak słyszę o metodach typu "liczenie listków na kwiatku", to w moim przypadku zupełnie w nie nie wierzę - pewnie bym się jeszcze bardziej zirytowała i rzuciła tym kwiatkiem swojego faceta :( Ja ogólnie szybko się wkurzam i w pracy jeszcze umiem się skontrolować, ale w domu krew mnie zalewa. Próbowałam rozładować się na siłowni, udawałam, że nic mnie nie rusza, czytałam jakieś poradniki ze "złotymi radami" i w ogóle ich nie rozumiałam. Któregoś dnia, jak kolega widział naszą kłótnię na imprezie, polecił mi p. Czerwoniuk i chodzimy do niej od dwóch miesięcy. Postęp jest taki, że wreszcie wiem, jakie metody na mnie działają i ja nie krzyczę z byle powodu, a z kolei mój facet nie wychodzi z domu jak tylko jest problem... próbujemy przegadać co i jak. Jeśli ktoś umie sobie sam poradzić z awanturami to chylę mu czoła, ale ja chyba potrzebowałam czyjejś pomocy, męczyło mnie to strasznie. Gdybym wcześniej wiedziała, że nie muszę się tak męczyć, to już dawno bym kogoś poszukała. No ale lepiej późno niż później. Polecam i naszą terapeutkę i w ogóle całą Inversę.
/29.12.2016 09:58
W każdym związku zdarzają się lepsze i gorsze dni niezależnie od tego, czy jesteście małżeństwem czy nie. Niestety kiedy taka atmosfera zaczyna się przedłużać, a Wy czujecie, że zamiast dążyć do zakończenia konfliktu, tylko wzajemnie się nakręcacie, to już nie jest zbyt fajne... Tak to wyglądało u nas. Przemek nie umiał pierwszy wyciągnąć ręki, a ja też z czasem przestałam to robić. Postawiłam raczej na przeczekanie trudnego czasu, z tym, że to się jakby nie kończyło. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że jeśli chcemy uratować ten związek powinniśmy zgłosić po pomoc na terapię. Trafiliśmy do Psychologgii na Chmielną. Wyjątkowe miejsce, w gabinecie pana Sadowskiego poczułam się pewnie, bezpiecznie i odnosiłam wrażenie, że rozumie nas bez słów. Domyślał się, że miał w swojej karierze zawodowej do czynienia z wieloma takimi parami, a mimo to, zrobiło to na mnie wrażenie . Zmieniłam już trochę swoje zachowanie, Przemek zresztą też i co najważniejsze zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.