Reklama

Zimą nasz organizm funkcjonuje inaczej niż latem. Mała ilość światła słonecznego sprawia, że mózg wydziela więcej melatoniny, przez co stajemy się mniej aktywni, łatwiej się męczymy i mamy gorszy nastrój. Tarczyca produkuje mniej hormonów ułatwiających przemianę materii – metabolizm zwalnia tempo. Skóra, na której jest aż 250 tysięcy receptorów zimna, wciąż jest narażona na działanie niskiej temperatury. Co więc można zrobić, by dać sobie radę z zimą? Oswójmy ją!

Reklama

Porcja tlenu
Dzieci są wrażliwsze na chorobotwórcze mikroby, gdyż ich układ odpornościowy nie poznał jeszcze tylu wirusów, co organizm dorosłego i nie jest zaprawiony w walce z nimi. Poza tym układ oddechowy i krążenia, błony śluzowe, skóra, wątroba i nerki (wydalają szkodliwe substancje z organizmu) kształtują się aż do czwartego roku życia.
Skoro chcesz mieć zdrowe dziecko przez całą zimę, powinnaś je hartować, najlepiej od jesieni. Codzienne spacery pozwalają przyzwyczajać się do coraz niższych temperatur i usprawniają system termoregulacji organizmu. Ruch na świeżym powietrzu poprawia działanie układu odpornościowego. Ale spacer musi być uczciwy – nic dobrego nie przyniesie wyjście do supermarketu. Jeśli musisz wchodzić do ciepłych pomieszczeń, pamiętaj, by rozpiąć dziecku kurtkę, zdjąć czapkę i rękawiczki – spocony brzdąc na dworze to prawie murowane przeziębienie!
A kiedy nie wychodzić? Gdy tzw. temperatura odczuwalna jest dużo niższa niż wskazuje termometr – panuje mróz i wieje bardzo silny wiatr. W takie dni wystarczy porządne wietrzenie mieszkania. Przedszkolak może wychodzić nawet z lekkim katarem czy kaszlem, o ile nie gorączkuje i dobrze się czuje.

Czapka obowiązkowa
Uważaj, by na dworze nie przegrzewać dziecka. W wózku sprawdza się „system kocykowy” – zamiast opatulać malucha w gruby kombinezon uniemożliwiający poruszanie się, można założyć coś cieńszego i przykryć malca kocykami, jeden kładąc pod spód. Będzie miał swobodę ruchu i dodatkową warstwę izolacyjną powietrza. Dziecko, które już chodzi, ubieraj „na cebulkę” – tu też chodzi o izolujące warstwy powietrza między ubrankami.
Na skórze głowy reakcje termoregulacyjne są słabe i malec może przez nią tracić 40 procent ciepła! Poza tym, gdy na dworze jest mróz, organizm stara się utrzymać temperaturę w najważniejszych organach. Bardziej dba o mózg czy płuca, mniej o dłonie, stopy, uszy. Dlatego porządne rękawiczki (na sznurku, by się nie zgubiły), nieprzemakalne buty (pół numeru większe, by poruszać palcami – znów termoizolacja!) i dobrze przylegająca do uszu czapka to gwarancja ciepła.


Na rozgrzewkę
Gdy malec zmarznie (ma zimną skórę na karku) lub się spoci, trzeba wracać do domu. Zmarznięte rączki i nóżki możesz mu ogrzać ciepłym powietrzem z suszarki do włosów (ostrożnie i z pewnej odległości) albo myjąc je – w letniej i stopniowo w coraz cieplejszej wodzie. Nie pocieraj skóry, bo może to zaburzyć krążenie, a poza tym boli. Zmarzniętemu maluchowi daj też do picia ciepłą herbatkę z sokiem malinowym (jeśli dziecko nie ma alergii na maliny). Aby nóżki i rączki mniej marzły, możesz je hartować. Stosuj naprzemienne kąpiele w ciepłej i chłodnej wodzie lub zakładaj dziecku, choćby na parę minut, mokre skarpetki. Tak hartować możesz nawet niemowlę.

Nie za gorąco
Raczkujący czy drepczący brzdąc sporo się w domu rusza i jest mu cieplej niż tobie. Uważaj więc, by go nie przegrzewać. Nie musi mieć kapci, wystarczą skarpety antypoślizgowe – o ile masz szczelne drzwi balkonowe. Utrzymuj w mieszkaniu temperaturę około 20-21°C i, przynajmniej dwa razy dziennie, porządnie je wietrz. Nawilżaj też powietrze, ale nie za pomocą pojemników z wodą na grzejnikach czy nawilżaczy, bo są siedliskiem bakterii. Najlepiej wieszać na kaloryferach czyste, mokre ręczniki. Można też wstawiać pranie na suszarce do pokoju.

Z witaminą na chłody
Organizm zimą zgłasza zapotrzebowanie na bardziej energetyczne pożywienie (choć nie potrzebuje więcej kalorii). Chce wyrównać bilans cieplny, dlatego 50 procent energii powinno pochodzić z węglowodanów.
Przed infekcjami świetnie chronią warzywa i owoce – także mrożone, bo zachowują swoje wartości odżywcze. Dostarczają witaminy C, która poprawia odporność. Znajdziesz ją np. w czarnych porzeczkach, cytrusach, zielonej pietruszce, papryce, kiszonej kapuście. Aby jej wchłanianie było lepsze i nie utleniała się, przydadzą się bioflawonoidy. To związki roślinne zawarte np. w pomidorach, brokułach, kaszy gryczanej i warzywach strączkowych. Nasze babcie nie bez powodu w zimie gotowały grochówkę!
Kukurydza, kiełki pszenicy, orzechy, migdały i płatki owsiane to źródła cynku i selenu, pierwiastków powodujących wzrost poziomu interferonu – białka, które niszczy wirusy. Nie zapominaj też o jogurtach, kefirze, maślance. Dostarczą bakterii kwasu mlekowego, które poprawią działanie układu odpornościowego.

Laryssa Kowalczyk
Konsultacja: dr Joanna Koralewska, neonatolog

Reklama


Reklama
Reklama
Reklama
Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!