Iza ukończyła studia na kierunku resocjalizacja już rok temu, studiowała zaocznie, więc dojeżdżała na uczelnię co drugi weekend. Jednocześnie pracowała w sklepie ze zdrową żywnością, przez cały ten czas marzyła o tym, by wyrwać się z miasteczka, z którego pochodziła. Tu było fajnie, gdy miała więcej znajomych, a teraz albo utrzymuje chłodne stosunki, albo wcale, gdyż sporo osób rozjechało się nie tylko po kraju, ale i po świecie.
Iza czekała na ten moment, kiedy będzie mogła snuć jedynie plany na przyszłość. Póki co obroniła się, wzięła głęboki oddech i... spotkała się z twardą rzeczywistością. Wysyłała dziesiątki CV do miejsc, gdzie mogłaby swoją wiedzę wykorzystać, ale niestety czas płynął, Iza ciągle w tym samym sklepie ze zdrową żywnością, a początki kariery rozmazywały się jej coraz bardziej. Traciła nadzieję.
Po kilku miesiącach starań postanowiła, że należy się przebranżowić, a przynajmniej nie trzymać się tak kurczowo starań o pracę jedynie zgodną z kierunkiem ukończonych studiów.

WIDEO

player placeholder

Zupełnie przez przypadek, jak to zwykle bywa w takich małych miasteczkach, poznała Bartosza. Może nie do końca był to przypadek, bo to jedyny sklep ze zdrową żywnością, jaki był w centrum miasta, a gdzie pracowała Iza. Bartosz wszedł spokojnie, ale zdecydowanie. Od razu Iza pomyślała, że nie trafił tu przez przypadek, ponieważ zdecydowanym krokiem podszedł do półki z herbatami ziołowymi. U Izy od razu pojawił się błysk w oku. "Przystojniaczek, na pewno nie z miasteczka..." Zagadała do niego, w końcu był to jej obowiązek:
- W czym mogę pomóc? - spytała.
- Dzień dobry, szukam mięty, ale nie widzę... - odpowiedział nieznajomy.
- Już przynoszę, chyba zapomniałam uzupełnić miejsce na półce, przepraszam - rzekła Iza i pognała w te pędy na zaplecze.
Piekły ją policzki, gdy przeszukiwała półki na zapleczu i myślała: "Ale przystojniak, czemu ja głupia tak się czerwienię..."
Wróciła do sklepu, podała paczkę klientowi, który nadal stał przy półce z herbatkami... Zapłacił i... wyszedł.

Następnego dnia znowu przyszedł po paczkę mięty, kolejnego dnia kupił już dziurawca i w końcu się przedstawił. Następnego dnia kupił Yerba Mate, którą jak się okazało, pijał niemal nałogowo. Zaczęli rozmawiać, najpierw o ziołach, herbatkach, a potem o sobie. Okazało się, że Bartosz jest trochę na wypoczynku czynnym. Przyjechał do babci na badania doktoranckie. Tu hoduje od zeszłego roku zioła, a w tym roku tuż po żniwach oceniał efekty wzrostowe swoich roślinek eksperymentalnych. Wszystkie jednak swoje zapasy poświęcił na badania, więc chcąc się napić mięty, musi ją sobie kupić.

Zobacz także:

Tak się rozpoczął romans Izy i Bartosza, dni nie były nudne, nawet Iza zapomniała o tym, że chciała stąd wyjechać, ale nie zastanawiała się teraz nawet nad taką ewentualnością i praca w sklepie ze zdrową żywnością przynosiła jej przyjemność, jak na samym początku. Bartosz okazał się wspaniałym i czułym mężczyzną, inteligentnym, mądrym, stąpającym twardo po ziemi, wbrew temu, co sądzi się o naukowcach. Iza była zakochana. Pomagając Bartoszowi przy ziołach była gotowa pracować już przy nich zawsze, byle z Bartoszem.

Właśnie wtedy przyszła odpowiedź do Izy, która stała się o pracę w zawodzie, to prawie dopełniło jej szczęście, acz z drugiej strony zachwiało jej światem, ponieważ oferta pracy bezpośrednio łączyła się z koniecznością wyjazdu do... Wrocławia. Oferta była kusząca równocześnie finansowo.

Decyzję odsuwała do siebie przez kilka dni, co zrobić? Czy zostać w miasteczku z Bartoszem, który jednak wróci na SGGW do Warszawy, przecież jest naukowcem, czy niezwłocznie podjąć decyzję o wyjeździe do Wrocławia? Jak postąpić, bo z pewnością pogodzić się tych dwóch sytuacji nie da...