Reklama

Wiele mówi się na temat holistycznego podejścia do odżywiania. Zachowanie balansu i odpowiedniego zapotrzebowania kalorycznego jest kluczowe, aby schudnąć, utrzymać wagę lub przytyć. Niemniej wciąż wiele diet eliminacyjnych cieszy się dużą popularnością. Absolutnym hitem w ostatnich latach jest dieta low carb polegająca na ograniczeniu węglowodanów. Postanowiłam sprawdzić, czy i ile jestem w stanie wytrzymać, odżywiając się właśnie w ten sposób. I nie chodzi wyłącznie o wyeliminowanie cukrów. Ze swojej diety usunęłam także inne proste węglowodany - przede wszystkim pieczywo, ziemniaczki, makarony, których jestem ogromną fanką. Co dokładnie dał mi mój test?

Na 2 tygodnie zrezygnowałam z jedzenia węglowodanów. Po co to zrobiłam?

Wiele słyszałam na temat tego, że to właśnie węglowodany w diecie najbardziej przeszkadzają w utracie wagi. Oprócz tego dużą popularnością zaczęła cieszyć się dieta ketogeniczna, która opiera się na spożywaniu tłuszczu i białka, ale też restrykcyjnym ograniczeniu węglowodanów. Zaczęłam się w związku z tym zastanawiać, jak można funkcjonować, odżywiając się w ten sposób. Pomyślałam, że przekonam się o tym na własnej skórze.

Jako wielka fanka glutenu i włoskiej kuchni rzuciłam się na głęboką wodę. W związku z tym, choć na początku myślałam o wyeliminowaniu węglowodanów na miesiąc, rozsądnie zaczęłam od 2 tygodni. Już po kilku dniach niezmiernie się cieszyłam, że nie postawiłam sobie wyżej poprzeczki.

Moja dieta bez węglowodanów przez 2 tygodnie - jakie efekty zauważyłam?

Pierwsze dwa dni były masakryczne. Nie umiałam znaleźć sobie miejsca, po całym dniu bardzo bolała mnie głowa i czułam się całkowicie "wypompowana" z energii. Pod koniec drugiego dnia było już trochę lepiej, a trzeciego samopoczucie zaczęło mi dopisywać i... nawet nie chodziłam głodna.

Zdecydowałam się na wersję low carb, która polega na spożyciu mniej niż 100 g węglowodanów dziennie, które występują naturalnie w niektórych produktach - np. w warzywach czy strączkach. Moja dieta opierała się głównie na: mięsie i rybach, nabiale oraz warzywach niskowęglowodanowych - całkowicie wyeliminowałam ziemniaki, pomidory, marchewki, które zawierają więcej cukrów. Sporadycznie dodawałam strączki, które miały mnie nasycić. I chyba się udało.

Im dalej w las, tym było łatwiej. Po 2 tygodniach zrzuciłam 2 kilogramy i z mojego organizmu zeszła cała zalegająca woda, która odkładała się np. w postaci opuchlizny na twarzy. Kości policzkowe się uwydatniły, a mięśnie brzucha zaczęły być zarysowane - oczywiście też od treningów, ale efekty były bardziej widoczne niż przy jedzeniu węglowodanów.

Również mój tryb dnia diametralnie się zmienił. Z reguły trudno mi podnieść się rano z łóżka, a podczas tej diety zupełnie nie miałam z tym problemu. Za to wieczorami błyskawicznie zasypiałam - czasami nawet dość wcześnie np. przed telewizorem. Widać zatem, że węglowodany są paliwem dla naszego organizmu, które potrafi dodać nam turbodoładowania, ale jednocześnie utrudnić prawidłowe funkcjonowanie, gdy następuje spadek cukrów.

Już te 2 tygodnie wystarczyły, abym zauważyła konkretne efekty stosowanie tej diety. Nie są one jednak dla mnie współmierne z tym, jak bardzo zmęczyło mnie tego typu jedzenie. Jadłospis opierający się głównie na mięsie i nabiale był przyjemny na początku, ale im dłużej jadłam dany posiłek, tym bardziej stawał się on dla mnie "mulący" i trudny do przejedzenia. Zwłaszcza że porcje były dość duże i syte, abym dojadała swoją ilość kalorii.

Problemem stały się też wyjścia "na miasto". Restauracje serwują bowiem mało dań opartych wyłącznie na białkach i tłuszczach. Węglowodany są dodatkiem, który nadaje potrawom konkretnej tekstury i sytości, więc nic dziwnego. Sama lubię zaserwować sobie np. kromkę świeżutkiego chleba do posiłku. Trzeba się zatem z tym liczyć, jeśli decydujemy się na tego typu jadłospis.

Istotne jest także to, że nie jest to budżetowa dieta. Jest oparta na produktach, które są stosunkowo drogie i potrzebujemy ich naprawdę sporo, aby stworzyć cały sycący posiłek. Opakowanie łososia wędzonego na raz, całe awokado czy kawał mięcha na obiad to tylko pierwsze z przykładów, które jak możemy się domyślić, są naprawdę kosztowne.

Czy wyeliminowanie węglowodanów faktycznie ma sens?

Na to pytanie musicie sobie sami odpowiedzieć. Na diecie bez węglowodanów z pewnością da się jeść zdrowo i nasycić. Nie chodzimy głodni, efekty są zauważalne dość szybko i to gołym okiem. Jest to dieta eliminacyjna, ale nie restrykcyjna. Ja zatem potraktuję ją jako fajną przygodę i na pewno zostawię sobie kilka przepisów.

Moim absolutnym odkryciem tych dwóch tygodni jest sernik twarogowy z jajek i bez mąki, do którego dodałam rozpuszczone w maśle kakao i mogłam cieszyć się sycącym deserem niczym z najlepszej restauracji. Pokochałam także połączenie łososia wędzonego z twarogiem oraz przekonałam się do makaronu konjac, który składa się głównie z błonnika i jest niskowęglowodanowy oraz niskokaloryczny - idealny do wszelkich diet. Na dłużej zostanie ze mną także sałatka, którą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu - z grillowanym halloumi, ciecierzycą oraz sałatą i kolendrą.

Sama jednak raczej nie wrócę do pełnej diety bez węglowodanów. Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia do jedzenia i balansu. A trzeba też pamiętać, że powrót z diety niskowęglowodanowej może łączyć się z efektem jojo - jak to często bywa w przypadku diet eliminacyjnych.


Czytaj także:

Reklama
Reklama
Reklama