Na miejscu Nelli...

Na miejscu Nelli...

Tak bardzo chciała wyjść za mąż, że prawie nie zastanowiła się nad tym, czy wychodzi z miłości...
/ 15.04.2008 15:27
Na miejscu Nelli...
Nella zawsze pragnęła, jak niemal każda kobieta, że dzień jej ślubu będzie najpiękniejszym w jej życiu. Od dawna wiedziała, jak chce wyglądać, ilu zaprosi gości i co będą jedli. Tak bardzo chciała, by ten dzień już nadszedł, że zaczęła się gorączkowo rozglądać za potencjalnym kandydatem, mając niewiele, ponad 20 lat.

Wojtka poznała latem zeszłego roku, od razu wydał jej się odpowiednim kandydatem na męża. Był od niej 11 lat starszy, poważny, ustatkowany, pracujący i rozsądny. Wojtek był informatykiem, trochę nudnawą miał pracę według Nelli, ale za to zarabiał sporo, co dobrze rokowało na przyszłość. Wojtek kochał komputery, potrafił się w nich zatracać, ale nigdy nie zaniedbywał Nelli, która ze względu na swój młody wiek, potrzebowała wiele atencji i adoracji. Nella była śliczną brunetką z długimi prostymi włosami, miała bladą cerę, co sprawiało, że wyglądała jeszcze młodziej, za to mężczyźni zachwycali się tajemniczością, która biła jej z twarzy.
Mama Nelli była zachwycona chłopakiem córki, wiedziała, że Nella podoba się wielu mężczyznom, ale dziekowała Bogu, że Nella rozsądnie podchodzi do życia i chce szybko wyjść za mąż. Poza tym Wojtek naprawdę jest odpowiednim kandydatem do ręki córki, na pewno będzie o nią dbał i nie pozwoli, by stała się jej krzywda. A do tego ma dobrą pracę, mieszkanie po babci, dobrze zarabia i spełnia kaprysy Nelli - czego więc chcieć więcej.

Wracając do Nelli i Wojtka, gdy zaczęli się spotykać, Nella zakochała się w odpowiedzialności Wojtka, a on w jej radości i naiwności życiowej, chciał się nią zaopiekować, obsypywać prezentami i komplementami. Jednak to Nella oświadczyła mu się po półrocznej znajomości, tyle czasu wystarczyło jej do podjęcia tak istotnej dla przyszłości decyzji, chciała wyjść za mąż, a mama utwierdzała ją w przekonaniu, że Wojtek jest idealnym kandydatem. Wojtek nie oponował, bardzo optymistycznie podszedł do sprawy, przecież miał już 32 lata, to wiek, kiedy należy założyć rodzinę, tak by w konsekwencji starać się o dzieci. "Chyba mnie stać już na posiadanie rodziny, praca jest, pieniądze są, do tego wszystkiego młoda i piękna żona - to świetny układ" - myślał Wojtek. Tak więc Nella wspólnie z mamą z kopyta wzięły się za przygotowania. Wszystko powoli nabierało rumieńców, wyznaczyli datę na 22 sierpnia, teraz pozostało dograć szczegóły imprezy, jak orkiesta, fotograf, ksiądz. Nella chodziła jak zaczarowana, niebawem będzie już mężatką, pierwszą w grupie przyjaciółek. Czyż to nie wspaniałe?

Wojtek oddał pola Nelli, widział, jak ją cieszą te przygotowania, jaka jest podniecona, dzięki temu mógł więcej czasu poświęcić następnemu międzynarodowemu projektowi bezpieczeństwa sieci.
Jedak nie wszystko Nella mogła załatwić sama - wyznaczono termin ślubu kościelnego, ale musieli uczęszczać i pozytywnie zaliczyć nauki przedmałżeńskie. Nella była zdenerowana, Wojtek delikatnie ją uspokajał, że to przecież formalność, wszyscy muszą przez to przejść. Gdy weszli do sali, okazało się, że nie tylko nie są sami, ale jest spora grupa ludzi, którzy pragną przysięgać sobie przed Bogiem. Narzeczeni byli w różnym wieku, ale chyba Nella była ze wszystkich najmłodsza. Nie zraziła się i postanowiła czynnie brać udział w każdych zajęciach.
Ksiądz, który nauczał, okazał się być bardzo młody. Za to z minuty na minutę wszystkim obecnym udowodnił, że doskonale zna temat i nie boi się pytań. Nella była zachwycona księdzem Adamem, który na oko był w wieku Wojtka. Ksiądz Adam był bardzo urodziwym mężczyzną, wysoki z mocno zarysowaną szczęką i blond czupryną delikatnie okalającą mu twarz. Z pierwszych nauk Nella wyszła zachwycona, Wojtek nawet tego nie zauważył, gdy Nella jak nakręcona rozprawiała o mądrości księdza Adama. Po dwóch kolejnych zajęciach Nella była zauroczona księdzem Adamem, a Wojtek zauważył, że bardzo wyrywała się do odpowiedzi, gdy ksiądz Adam zadawał jakiekolwiek spotkanie. Taka Nella rok temu zwróciła jego uwagę, tymi naiwnymi zachwytami nad każdym nowym dla niej zjawiskiem, Wojtek był przekonany, że to chwilowa euforia podrośniętej nastolatki i ze spokojem wysłuchiwał zachwytów Nelli nad księdzem Adamem.

Z każdym jednak spotkaniem Nella czuła, że zakochuje się w księdzu Adamie, coraz wyraźniej rozumiała jego nauki o tym, że aby przysięgać komuś przed Bogiem, należy być przekonanym o miłości do tej osoby ponad wszelką wątpliwość. Przecież przysięgamy na dobre i na złe... Narazie wszystko pomiędzy nią i Wojtkiem układało się dobrze, ale nie myślała o tym, jakby to było, gdyby sytuacja była odmienna? Ksiądz Adam zauważył silne zainteresowanie jego naukami, czy też jego osobą, ale wziął to za dobrą monetę, przecież chodzi o to, by ludzie zanim jeszcze nie stanęli przed ołtarzem, mogli się zastanowić, lepiej teraz, niż po ślubie. Przysięga przed Bogiem obowiązuje do końca życia.

Nella była wyraźnie zakochana, nawet pomiędzy naukami biegała do księdza Adama na konsultacje, w czasie których młody ksiądz z cierpliwością godną anioła odpowiadał na najbardziej zawiłe pytania, jakie zadawała mu Nella. Im dłużej słuchała jego głosu, tym mniej była pewna, czy rzeczywiście kocha Wojtka, czy jedynie wychodzi za niego za mąż, by być już mężatką... Tak bardzo chciałaby, by ksiądz nie był księdzem i by to z nim miała stanąć na ślubnym kobiercu...

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
/13.03.2008 00:08
co to za historie, a raczej co to za kretynki tego sie nie daje czytac. jakies historie dla naiwniaków głupich dziewczatkach. dziewczyna wychodzi za mąż za faceta bo akurat nadaje sie na męża i zakochała sie jego odpowiedzialności i w miedzy czasie leci na księdza. Pytanie koncowe powinno brzmiec czy nelli ma iśc do psychiatry a odpowiedz tak
/27.09.2007 13:08
moim zdaniem najwazniejsza jest milosc.Za mąz trzeba wychodzic z milosci dopiero wtedy bedzie sie szczesliwym w zyciu.Jak slub to tylko z milosci nie z obowiązku! nie bedziesz szczesliwa z czlowiekiem ktorego nie kochasz
/18.09.2007 22:27
...i nie uznaję się za jakąś niedojrzałą gówniarę, ale patrząc na siebie nie widzę się w roli... żony... myślę, że mam przed sobą jeszcze trochę czasu, żeby się wyszaleć i znaleźć tego, z którym będę na stałe...poza tym uważam, że mając 2o lat można się jeszcze naprawdę w kimś zakochać i nie trzeba wychodzić za mąż dla... samego ślubu... to śmieszne
POKAŻ KOMENTARZE (4)