Dwadzieścia lat małżeństwa to dużo. Tyle cudownych wspólnych chwil, wspomnień. Pamiętasz, jak urodził się Jaś, jaka byłaś dumna z syna? Jak pielęgnowałaś jego małe, pachnące ciało, jak całowaliśmy jego stópki? Narzekaliśmy, że ciasno, ale dwa pokoiki w bloku to i tak było wtedy dużo. Powoli dorobiliśmy się samochodu, mieliśmy pracę. Małgosia przyszła na świat, gdy Jaś miał 5 lat. Ile to razy wieczorami patrzyłem na Was i w duchu myślałem, jaki jestem szczęśliwy. Aż nadszedł ten dzień.
Przypadkiem spotkałem kumpla z wojska. Romek, rozpromieniony opowiadał, jaki biznes rozkręcił w Stanach. Miał markowe ciuchy, drogi zegarek, supersamochód. Na zdjęciach ledwo mieściła się jego willa z basenem, cudowny ogród. Wtedy to było coś! Widziałem, jak patrzyłaś z nieukrywanym zachwytem. Jak zbladło nasze mieszkanko, o ile mniej znaczył nasz stary samochód, wczasy na działce i jeden zagraniczny wyjazd do Bułgarii.
WIDEO…
Romek zaproponował mi wyjazd i pracę w swojej firmie. Propozycja była kusząca, czasy ciężkie. Dzieciaki rosły, ich potrzeby też. Prawie osiemnaście lat w małżeństwie, zaufanie pełne. Podjęliśmy w końcu decyzję, wziąłem roczny bezpłatny urlop i w słoneczny dzień żegnaliśmy się na Okęciu.
Ameryka była piękna, ale złudna, zimna. Praca u Romka okazała się sympatyczna, pieniądze niezłe. Tęsknota ogromna, nie było Internetu, skype’a. Było mi naprawdę ciężko. Rozmawialiśmy telefonicznie raz, dwa razy w tygodniu. Schudłem, zrobiłem się jakiś zamknięty w sobie, bałem się wolnych dni. Stan konta rósł i to była jedyna radość.
Zaczęliśmy myśleć o budowie domu. Działka w pobliżu miasteczka była nasza, kiedyś podarowali mi ją dziadkowie. Powoli zbliżał się koniec mojego rocznego pobytu. Ale Romek pewnie miał cichy plan, jak mnie zatrzymać i dał mi awans i więcej "cudownych dolarów". Omamiło mnie to. Budowa ruszyła, przedłużyłem urlop bezpłatny w pracy o kolejny rok. To były inne czasy, dało się. Pracowałem jak dziki, sam jak palec.
Kiedy ją poznałem? Chyba na jakimś świątecznym przyjęciu. Nie była ładna, zgrabna, po prostu była. Może to był tylko seks, wypełnienie pustych wieczorów, ta odrobina ciepła? Jak się Asiu dowiedziałaś o Jennifer, nie wiem do dziś. Ale to nieważne. Napisałaś mi list, że koniec z nami, że występujesz o rozwód. Dla Ciebie zdrada to koniec, zawsze tak mówiłaś. Chciałem wracać do Polski, ale zabroniłaś mi.
Jakże byłem wtedy słaby, trzeba było wrócić. Wybudować dom, sprzedać mieszkanie. Ten dom miał być dla Ciebie i dzieci. One czuły do mnie ogromny żal, nie odezwały się więcej. Przestały przychodzić ciepłe listy z Polski w kolorowych kopertach. Zostałem sam, z amerykańską kobietą, której czasami nie rozumiałem.
Ten wypadek to pewnie moja kara. Należało mi się. Straciłem lewą rękę. Romek nie chciał do pracy kaleki, ani problemów z wypłatami, odszkodowaniami. "Miłość" Jennifer też szybko się skończyła. Wróciłem do Polski, życie w USA było za drogie. Miałem trochę cudownych, zielonych banknotów.
Nie chcieliście wiedzieć, że wróciłem, dzwoniłem raz, może dwa. Gosia rzuciła w słuchawkę, że bardzo Was skrzywdziłem. Wiem. Mija kolejny rok, jak jestem sam. Zatrudniłem się w gospodarstwie rolnym, niewiele mogę zarobić, ale mam parę groszy i dach nad głową. Idą kolejne samotne święta, bardzo bolesne. Asiu, wybacz mi. Pozwól mi chociaż Was zobaczyć. Nie chcę od Was nic więcej. Chcę zobaczyć Ciebie i dzieci. Wybacz mi, wybaczcie dzieci.



























