Menopauza w polskim dyskursie wciąż najczęściej pojawia się w kontekście objawów do opanowania i strat do zaakceptowania. W Japonii słowo określające ten etap – kōnenki – nie niesie w sobie żadnego z tych znaczeń. Oznacza po prostu zmianę. Czy ta różnica językowa i kulturowa realnie przekłada się na to, jak kobiety przez menopauzę przechodzą? I czego – konkretnie – możemy się nauczyć od japońskiego podejścia do ciała, jedzenia i starzenia się?

WIDEO

player placeholder

O tym rozmawiamy z Agnieszką Kowalską, ekspertką w obszarze kobiecego longevity, specjalizującą się w japońskim, holistycznym podejściu do zdrowia i świadomego starzenia się. Od lat związana z Japonią, łączy w swojej pracy filozofię długowieczności z pracą z ciałem i oddechem. Menopauzę traktuje nie jako problem do rozwiązania, ale jako moment, który – dobrze poprowadzony – może wyznaczyć jakość kolejnych dekad życia kobiety.

W Japonii na określenie menopauzy używa się słowa kōnenki, które oznacza dosłownie „zmianę lat" – bez negatywnego zabarwienia, jakie to słowo ma na Zachodzie. Czy ta różnica językowa realnie przekłada się na to, jak Japonki przeżywają ten czas?

Agnieszka Kowalska: Tak, ale nie powiedziałabym, że sam język sprawia, że Japonki „lepiej" i „prościej" przechodzą okres peri-menopauzy i menopauzy. To byłoby zbyt duże uproszczenie – one doświadczają tej „zmiany" tak samo, ale trochę inaczej się do niej adaptują, inaczej postrzegają swoją kobiecość przez pryzmat tego, co „było", a tego, co „jest".

Zobacz także:

Z mojego doświadczenia wynika, że japońskie słowo kōnenki odnosi się raczej do okresu zmiany – która w japońskiej kulturze towarzyszy nam całe życie, bo nic nie jest dane na zawsze – niż do momentu, w którym coś się kończy. To istotna różnica względem naszego, zachodniego myślenia o menopauzie, przez lata łączonej przede wszystkim z utratą: młodości, płodności, atrakcyjności, sprawności fizycznej, kobiecości. Jeśli od początku nazywamy ten etap „naturalną zmianą", łatwiej zobaczyć go jako kolejny etap życia, a nie granicę, po której kobieta nagle staje się „starsza" i mniej kobieca.

Oczywiście Japonki również doświadczają uderzeń gorąca, problemów ze snem, zmian nastroju, spadku libido czy problemów z koncentracją, a ich doświadczenia są bardzo indywidualne, podobnie jak u Europejek. Na to, jak kobieta przechodzi menopauzę, wpływa przecież nie tylko język, ale też biologia, styl życia, odżywianie, sytuacja rodzinna i zawodowa, dostęp do opieki medycznej oraz kulturowe podejście do starzenia się – ten aspekt jest, moim zdaniem, często pomijany.

Z kōnenki możemy jednak wziąć dla siebie coś wartościowego: menopauza nie musi oznaczać wkraczania na ścieżkę starości. To zmiana, ale wcale nie na gorsze – wchodzimy na inny poziom dojrzałej akceptacji kobiecości, która nie kończy się wraz z ostatnią miesiączką. Wiele kobiet zaczyna być wtedy „naprawdę sobą". Ta zmiana wymaga przewartościowania kwestii związanych głównie z fizycznością, ale można się do niej przygotować i wejść w kolejny etap bez poczucia straty – zyskując nową jakość: spełnioną, świadomą siebie, dojrzale piękną kobietę.

Zachodnia medycyna często przedstawia menopauzę jako listę objawów do „leczenia". Jak w praktyce wygląda japońskie, holistyczne podejście do tego okresu – czym różni się na poziomie codziennych wyborów, a nie tylko filozofii?

Najważniejsza różnica polega na tym, że w japońskim podejściu nie patrzy się wyłącznie na pojedynczy objaw, który trzeba jak najszybciej wyciszyć, ale szerzej – na kobietę i na to, co dzieje się w jej życiu w tym konkretnym momencie. Każda kobieta ma inne objawy, część może zupełnie nie pasować do schematu narzucanego przez zewnętrzne autorytety czy media.

W praktyce to bardzo proste, codzienne rzeczy: sposób odżywiania, regularny ruch, sen, regeneracja, ograniczanie przeciążenia i stresu. Tradycyjna japońska dieta jest bogata m.in. w produkty sojowe, ryby, warzywa, algi czy fermenty, a ruch nie musi oznaczać intensywnego treningu – liczy się regularność i aktywność na co dzień, niezależnie od wieku. Dużą wagę przywiązuje się do rytmu dnia, odpoczynku i ciepłych kąpieli, w tym regularnego korzystania z onsenów, mocno zakorzenionych w japońskiej codzienności.

Ciekawe jest też funkcjonowanie kampō, japońskiej odmiany tradycyjnej medycyny ziołowej, z której sama często korzystam – jest częścią tamtejszego systemu opieki zdrowotnej i bywa stosowana przy dolegliwościach menopauzalnych. To dobrze pokazuje różnicę w myśleniu: nie zawsze zaczyna się od pytania „co podać na ten jeden objaw?", tylko „co zrobić w sposób holistyczny, żeby konkretny organizm lepiej przeszedł przez tę zmianę?".

Z zawodowego doświadczenia wiem jednak, że menopauza potrafi dawać objawy mocno obniżające jakość życia – i wtedy skuteczne, zachodnie leczenie, w tym odpowiednio dobrana terapia hormonalna, może być bardzo potrzebne. Najcenniejsza jest dla mnie możliwość połączenia obu perspektyw: korzystać ze współczesnej medycyny, kiedy jej potrzebujemy, i jednocześnie uważnie słuchać swojego ciała. Regularny sen, zdrowe jedzenie, aktywność fizyczna, minimalizacja stresu i życie zgodne z filozofią ikigai – „tego, co sprawia, że warto żyć" – to nie dodatek do dbania o siebie w menopauzie, tylko jego integralna część. Czasem „mniej znaczy więcej" i to najprostsze rzeczy są dla naszego zdrowia i szczęścia najbardziej wartościowe.

Pracuje Pani z kobietami w Japonii i w Polsce. Jakie konkretne różnice widzi Pani w tym, jak kobiety w obu kulturach mówią o swoich objawach – gorących falach, bezsenności, zmianach nastroju?

Kiedy prawie dekadę temu zaczynałam swoją „przygodę" z Japonią, temat menopauzy był dość wstydliwy – japońskie kobiety podczas warsztatów miały duże opory, by opowiadać o dolegliwościach, a nawet mówić o swoim wieku. Dziś temat peri- i menopauzy jest coraz bardziej naturalny, głównie za sprawą mediów. To, co najbardziej rzuca mi się w oczy, to nie tyle różnica w samych objawach, ile w sposobie, w jaki kobiety o nich mówią.

Polki są zazwyczaj bardziej bezpośrednie. Mówią: „nie śpię", „mam uderzenia gorąca", „wszystko mnie drażni", „nie poznaję siebie". Coraz częściej chcą też wiedzieć, dlaczego tak się dzieje i co mogą z tym zrobić – szukają odpowiedzi w internecie, co czasem ma odwrotny skutek, bo zaczynają na siłę wyszukiwać u siebie objawy, których nie mają. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do każdej kobiety. Z drugiej strony bardzo mnie cieszy, że zaczynamy mówić o menopauzie głośniej – jeszcze niedawno wiele kobiet po prostu cierpiało po cichu.

W Japonii częściej spotykam się z bardziej powściągliwym sposobem opowiadania o dolegliwościach. Kobieta nie zawsze zacznie od „mam problem z menopauzą". Czasem najpierw powie, że ostatnio szybciej się męczy, gorzej śpi, ma mniej energii albo „nie czuje się sobą". Jest w tym więcej obserwowania organizmu, mniej nazywania każdego doświadczenia konkretnym objawem. Widzę też różnicę w podejściu do zmian nastroju – w Polsce kobiety, często żartobliwie, łączą rozdrażnienie czy spadek koncentracji ze zmianami hormonalnymi. W Japonii emocje nadal częściej pozostają czymś prywatnym, zwłaszcza w środowisku zawodowym.

Nie chciałabym jednak kreować obrazu „spokojnej Japonki" i „narzekającej Polki", bo rzeczywistość jest dużo bardziej złożona. W obu krajach spotykam kobiety, które świetnie rozumieją swoje ciało, i takie, które długo nie wiedzą, że ich bezsenność czy zmęczenie mogą mieć związek z okresem okołomenopauzalnym. Różni nas przede wszystkim kulturowy język, którym o tym mówimy. Samo doświadczenie bywa zaskakująco podobne.

Yakuzen Medicinal Food to filozofia jedzenia jako profilaktyki. Czy istnieją konkretne produkty czy zasady żywieniowe, które w tradycji japońskiej uchodzą za wspierające kobiety w okresie menopauzy?

Zaczęłabym od tego, że Yakuzen Medicinal Food nie jest dietą „na menopauzę" i nie opiera się na jednym cudownym produkcie. To podejście, w którym jedzenie dobiera się do pory roku, wieku, kondycji organizmu i tego, czego w danym momencie potrzebujemy. I właśnie to bardzo mi się w nim podoba – zamiast restrykcji mamy uważność na ciało i profilaktykę.

Dobrze oddają to japońskie pojęcia: ishoku dōgen (医食同源) – „medycyna i jedzenie mają to samo źródło", czyli żywność jako element profilaktyki; shindofuni (身土不二) – idea, że ciało i środowisko, w którym żyjemy, są nierozdzielne, stąd znaczenie lokalnych i sezonowych produktów; oraz shun (旬) – jedzenie produktów w naturalnym szczycie sezonu. W Yakuzen idzie to jeszcze dalej: nie chodzi tylko o to, czy produkt jest „zdrowy", ale czy jest odpowiedni dla konkretnej osoby, jej kondycji, pory roku i klimatu.

W kontekście menopauzy często mówi się o soi i jej przetworach – tofu, natto, miso, edamame – zawierających izoflawony, związki roślinne o działaniu estrogenopodobnym. W Japonii te produkty nie funkcjonują jednak jako „suplement na menopauzę", tylko są naturalną częścią codziennego jedzenia. Ważne miejsce zajmują też tłuste ryby bogate w kwasy omega, sezam, warzywa, grzyby, algi i fermenty – dostarczają białka, błonnika, wapnia i zdrowych tłuszczów, czyli składników, o które w tym okresie życia rzeczywiście warto zadbać.

Ważna jest też temperatura i forma posiłku – ciepłe zupy, buliony, gotowane warzywa, sezonowe produkty. Posiłek ma odżywiać, ale nie obciążać organizmu. I to chyba właśnie tę zasadę najchętniej przeniosłabym z Japonii do Polski: zamiast szukać kolejnego superfoodu na menopauzę, warto zbudować sposób jedzenia, który da się utrzymać przez lata – regularny, różnorodny, oparty na mało przetworzonych, lokalnych produktach. Jedzenie w tym okresie nie powinno być kolejnym projektem do wykonania perfekcyjnie, tylko jednym z elementów, które pomagają nam dobrze się ze sobą czuć.

Prowadzi Pani zajęcia z Aroma Hormone Yoga. Na czym polega ten rodzaj praktyki i czym różni się od standardowej jogi pod kątem wsparcia gospodarki hormonalnej?

Aroma Hormone Yoga to moja autorska praktyka, oparta na Hormonal Yoga Therapy Dinah Rodrigues, w której łączę odpowiednio dobrane pozycje jogi, pracę z oddechem, relaksację i aromaterapię. W odróżnieniu od standardowych zajęć nie chodzi tu przede wszystkim o elastyczność czy wykonanie konkretnej asany. Punktem wyjścia jest to, z czym kobieta przychodzi danego dnia – czy jest zmęczona, zestresowana, gorzej śpi, odczuwa napięcie czy potrzebuje więcej energii.

W okresie okołomenopauzalnym bardzo ważny jest układ nerwowy – to „bliźniaczy brat" układu hormonalnego. Przewlekły stres, najczęstsza przyczyna przedwczesnej menopauzy, brak snu i funkcjonowanie na wysokich obrotach mogą wpływać na to, jak odczuwamy objawy tego okresu. Dlatego wykorzystuję spokojny ruch i techniki oddechowe – m.in. bhastrikę czy anuloma vilomę – które pomagają przejść z trybu mobilizacji do wyciszenia i regeneracji, jednocześnie aktywizując układ hormonalny, ze szczególnym uwzględnieniem jajników, nadnerczy, tarczycy i przysadki.

Do tego dochodzą organiczne olejki eteryczne dobierane pod kątem celu praktyki – relaksacji, poprawy samopoczucia, wieczornego wyciszenia. Zapach ma bezpośredni związek z obszarami mózgu odpowiedzialnymi za emocje i pamięć, więc aromaterapia jest pięknym uzupełnieniem pracy z ciałem i oddechem. Na moich zajęciach stały zestaw olejków to m.in. mięta, rozmaryn, lawenda, szałwia, bergamotka, mandarynka i geranium.

Zawsze podkreślam jednak, że Aroma Hormone Yoga nie „reguluje hormonów" w sensie, w jakim robi to leczenie hormonalne, i nie zastępuje konsultacji lekarskiej. To narzędzie wspierające kobietę w czasie zmian hormonalnych – pomaga lepiej poczuć ciało, obniżyć napięcie, zadbać o sen i stworzyć przestrzeń na regenerację. I często właśnie tego najbardziej nam w tym okresie brakuje.

W japońskiej kosmetologii dużą rolę odgrywa idea „urody jako efektu zdrowia", a nie odwrotnie. Jak zmienia się skóra kobiet w okresie menopauzy z perspektywy japońskich rytuałów pielęgnacyjnych, którymi się Pani zajmuje – i co realnie można na to poradzić bez sięgania po inwazyjne zabiegi?

To podejście jest mi bardzo bliskie, bo w Japonii pielęgnacja skóry nie zaczyna się od pytania „jak wyglądać młodziej?", tylko raczej „czego moja skóra teraz potrzebuje?". W okresie menopauzy to pytanie staje się szczególnie ważne. Wraz ze spadkiem estrogenów skóra może stać się bardziej sucha, cieńsza, mniej elastyczna i bardziej wrażliwa, zmniejsza się produkcja kolagenu i zdolność zatrzymywania wody – pielęgnacja, która świetnie działała kilka lat wcześniej, nagle może przestać wystarczać.

W japońskich rytuałach bardzo ważna jest delikatność i regularność. Zamiast „walczyć" ze skórą mocnymi zabiegami, staramy się przede wszystkim wspierać jej barierę ochronną: łagodne oczyszczanie, dobre nawilżenie, warstwowe nakładanie lekkich produktów, ochrona przeciwsłoneczna i świadomy masaż twarzy. Rzeczy proste, ale wykonywane codziennie naprawdę mają znaczenie. Bardzo lubię japońskie podejście do masażu twarzy – nie jako magicznego liftingu, tylko sposobu na rozluźnienie napięć mięśni, pobudzenie mikrokrążenia i danie skórze wypoczętego wyglądu. A przy okazji to kilka minut świadomego kontaktu ze sobą, którego często nam brakuje.

Najważniejsze jest jednak to, żeby zaakceptować siebie na każdym etapie życia. Nie próbowałabym za wszelką cenę przywrócić skórze wyglądu sprzed dwudziestu lat, bo w każdym wieku możemy być piękne – tylko musimy się z tym pogodzić w głowie i nie szukać akceptacji na zewnątrz, tylko wewnątrz. Możemy naturalnie zrobić naprawdę dużo, żeby skóra była nawilżona, spokojna, chroniona i zdrowo wyglądała. Na tym właśnie polega dla mnie japońska filozofia pielęgnacji – nie na zatrzymywaniu czasu, tylko na jak najlepszym dbaniu o skórę na każdym etapie życia.

Czy w tradycyjnej medycynie chińskiej i japońskiej – np. w terapii Bojin, którą Pani stosuje – menopauza jest w ogóle traktowana jako coś wymagającego „naprawy", czy raczej jako naturalny etap wymagający jedynie wsparcia równowagi organizmu?

Zdecydowanie bliższe jest myślenie o menopauzie jako o naturalnym etapie życia, a nie o czymś do „naprawienia". I to jedna z rzeczy, które najbardziej cenię w tym podejściu. Organizm kobiety zmienia się z wiekiem, więc zmieniają się też jego potrzeby – to nie oznacza automatycznie, że coś jest z nim nie tak.

W tradycyjnym podejściu chińskim i japońskim patrzy się na kobietę całościowo. Znaczenie ma nie tylko to, czy pojawiły się uderzenia gorąca czy problemy ze snem, ale też poziom energii, napięcie, trawienie, emocje, jakość odpoczynku, codzienny rytm życia. Dwie kobiety mogą być w podobnym wieku i mieć zupełnie inne potrzeby. Nie chodzi o „leczenie menopauzy", tylko o holistyczne wspieranie organizmu tam, gdzie w danym momencie pojawia się największy dyskomfort.

Podobnie podchodzę do terapii Bojin, którą wykorzystuję w pracy – traktuję ją jako formę pracy manualnej i element dbania o dobrostan: rozluźnienie napięć, relaks, świadomy kontakt z ciałem. Nie przedstawiam jej jako sposobu na „wyrównanie hormonów" czy zastąpienie leczenia, bo to byłaby zbyt daleko idąca obietnica. Bardzo podoba mi się natomiast sama zmiana perspektywy: zamiast pytać kobietę „co jest z tobą nie tak?", pytamy „czego teraz potrzebujesz?". Menopauza to etap fizjologiczny, ale naturalne nie zawsze oznacza łatwe – potrzeba trochę wysiłku, żeby się na ten nowy etap „przestawić", a nie oczekiwać magicznego leku. Jeśli objawy są uciążliwe, jak najbardziej warto korzystać ze współczesnej diagnostyki i leczenia – holistyczne metody mogą być wtedy wsparciem, a nie konkurencją dla medycyny.

Japonia ma jeden z najniższych na świecie wskaźników zgłaszanych dolegliwości okołomenopauzalnych. Jak Pani, po latach obserwacji i pracy w tym kraju, tłumaczy to zjawisko – dieta, styl życia, a może właśnie kwestia mentalności i języka?

Byłabym ostrożna ze stwierdzeniem, że Japonki po prostu mają mniej objawów menopauzy. Badania pokazują coś ciekawszego: różni się profil zgłaszanych dolegliwości i sposób, w jaki kobiety je nazywają i interpretują. Klasyczny przykład to uderzenia gorąca, zgłaszane przez Japonki rzadziej niż przez kobiety z krajów zachodnich – nie oznacza to jednak, że menopauza „ich nie dotyczy". Podczas moich warsztatów w Japonii najczęściej, oprócz uderzeń gorąca, kobiety wskazują na problemy z koncentracją, bezsenność, huśtawki nastroju – w tym obniżenie nastroju czy poczucie bycia niepotrzebną – pogorszenie kondycji skóry i włosów, bóle stawów, przyrost wagi i związany z nim spadek samoakceptacji oraz spadek libido.

Mimo to mam wrażenie, że Japonki przechodzą przez ten okres w sposób wyjątkowo spokojny, akceptują ten czas i zaczynają wtedy szczególnie uważnie dbać o sposób odżywiania oraz zdrowie fizyczne i psychiczne. Na ten proces nakłada się kilka rzeczy. Pierwsza, i myślę, że kluczowa, to dieta – tradycyjny sposób odżywiania bogaty w soję i jej przetwory, ryby, warzywa i fermenty. Osobiście, przez moje zaangażowanie w filozofię Yakuzen, jestem zafascynowana grupą produktów neba-neba (ネバネバ) – o charakterystycznej, lepkiej konsystencji: nattō, okra, yamaimo, mekabu, mozuku, nameko. W kontekście menopauzy szczególnie interesujące ze względu na izoflawony, witaminę K2, białko i błonnik. Co ciekawe, gdy pytam japońskie kobiety o sekret ich diety i młodego wyglądu, niemal wszystkie wskazują właśnie na neba-neba.

Druga rzecz to codzienny styl życia – naturalnego ruchu jest w Japonii bardzo dużo: chodzenie, rower, góry, bieganie. Fascynuje mnie zwłaszcza to, co widać na japońskiej prowincji – osoby starsze, zwłaszcza kobiety w wieku 70, 80 lat, pracują fizycznie w ogródkach i na polach ryżowych, a na lokalnych targach to właśnie one sprzedają swoje plony. To wraca do filozofii ikigai – jeśli mamy w życiu cel, dla którego warto rano wstać z łóżka, niezależnie od wieku będziemy pozytywnie nastawieni do życia. Japońskie kobiety wzajemnie się wspierają, wspólnie gotują, celebrują posiłki i czują się sobie nawzajem potrzebne – to jeden z istotnych elementów płynnego przejścia od menopauzy do spełnionej starości. Dochodzą do tego mocno zakorzenione rytuały, jak wieczorna kąpiel ofuro czy wspólne wizyty w onsenach, sprzyjające wyciszeniu i regeneracji.

Równie fascynujący jest jednak czynnik kulturowy. To, czego spodziewamy się po menopauzie i co uznajemy za „objaw", nie jest oderwane od kultury. Japonka opisze ten okres raczej przez zmęczenie i sztywność ciała, Europejka szybciej nazwie uderzenia gorąca czy bezsenność. Dlatego nie szukałabym jednego japońskiego sekretu menopauzy – to suma diety, ruchu, rytuałów, biologii, otoczenia i sposobu myślenia. I to wydaje mi się najciekawszą lekcją z Japonii: nie mamy wpływu na sam fakt menopauzy, ale mamy wpływ na środowisko, w jakim nasze ciało przez tę zmianę przechodzi.

Gdyby miała Pani wskazać trzy nawyki lub rytuały inspirowane japońską filozofią, które polska kobieta w okresie menopauzy mogłaby wdrożyć od zaraz, bez radykalnej zmiany stylu życia – jakie by to były?

Wybrałabym trzy proste rzeczy, bo jestem zwolenniczką małych zmian, które da się wpleść w codzienne życie, a nie kolejnej listy obowiązków „dla zdrowia".

Pierwsza to codzienny ruch, niekoniecznie intensywny trening. W Japonii ruch jest naturalnie wpisany w dzień – dużo się chodzi, wybiera schody, jedzie rowerem. W okresie menopauzy regularna aktywność jest szczególnie ważna dla mięśni, kości, metabolizmu, snu i samopoczucia. Nie trzeba od razu kupować karnetu na siłownię – można zacząć od 20–30 minut spaceru dziennie i potraktować go jak „walking meditation", z uważnością na każdy krok.

Druga to wieczorny rytuał wyciszenia. Japońskie ofuro jest dla mnie pięknym przykładem świadomego przejścia z aktywności do odpoczynku. W polskich warunkach nie musi to być codzienna kąpiel w wannie – może być ciepły prysznic, kilka minut spokojnego oddechu, delikatne rozciąganie, automasaż czy proste techniki oddechowe. Chodzi o sygnał dla organizmu: dzień się kończy, czas na relaks – a stres to przecież kluczowy czynnik przedwczesnej menopauzy i problemów hormonalnych.

Trzecia to japońska zasada hara hachi bu – jedz do momentu, kiedy czujesz się najedzona, ale nie przejedzona. To nie dieta ani sposób na odchudzanie, tylko świadome odżywianie: jeść trochę wolniej, zauważać sygnały sytości, wybierać prostsze, odżywcze produkty.

I dodałabym jedną wspólną zasadę: nie wprowadzać wszystkiego perfekcyjnie. Bardzo japońskie jest dla mnie docenianie małych, powtarzalnych czynności, które powoli stają się codziennym rytmem. W menopauzie nie potrzebujemy kolejnego planu naprawczego – potrzebujemy rytuałów, które dzień po dniu wspierają nasze ciało, dając czas na stopniową adaptację.

Czego, Pani zdaniem, polskie kobiety najbardziej potrzebują usłyszeć o menopauzie, a czego nikt im dotąd nie powiedział wprost?

Chyba przede wszystkim tego, że menopauza nie jest początkiem końca kobiecości. I naprawdę chciałabym, żebyśmy zaczęły mówić to głośno, bo przez lata dostawałyśmy odwrotny komunikat: że coś się kończy, ciało zaczyna „zawodzić", a my stajemy się mniej atrakcyjne, mniej potrzebne, mniej kobiece. Ja zupełnie tak na to nie patrzę.

Menopauza jest zmianą biologiczną i czasem potrafi naprawdę uprzykrzyć życie – można gorzej spać, mieć mniej energii, nie poznawać własnych emocji czy ciała. To nie oznacza jednak, że mamy to bagatelizować i dzielnie cierpieć w samotności. Jeśli objawy utrudniają życie, trzeba szukać pomocy i korzystać z możliwości współczesnej medycyny.

Jest jednak druga strona, o której mówi się zdecydowanie za mało: ten etap może być momentem, kiedy po raz pierwszy od bardzo dawna kobieta zaczyna naprawdę pytać siebie, jak się czuje i czego potrzebuje – nie dzieci, partner czy praca, tylko ona sama. I to chciałabym powiedzieć kobietom: nie musicie wracać do siebie sprzed menopauzy. Nie musicie za wszelką cenę odzyskać dawnej wagi, dawnej twarzy, dawnej energii i udowadniać światu, że nadal macie 35 lat. Możecie poznać siebie na nowo, spełniać zapomniane marzenia i zadbać o tę wersję siebie, którą jesteście dzisiaj.

Bardzo lubię japońskie kōnenki – „zmianę lat" – właśnie dlatego, że zostawia przestrzeń na ciąg dalszy. Coś się zmienia, ale my się nie kończymy. I może zamiast walczyć z tym etapem życia, warto nauczyć się przechodzić przez niego po swojemu, z pełną świadomością – bo jutro znowu będzie nowy dzień i bardziej szczęśliwa, dojrzała, spełniona ja.


Agnieszka Kowalska
Archiwum prywatne

Agnieszka Kowalska: ekspertka w obszarze kobiecego longevity, specjalizująca się w japońskim holisycznym podejściu do profilaktyki, zdrowia i świadomego starzenia się. Od lat związana z Japonią, gdzie zdobywa doświadczenie i zgłębia tradycyjne oraz współczesne praktyki wspierające zdrowie kobiet na kolejnych etapach życia.

W swojej pracy łączy japońską filozofię długowieczności z pracą z ciałem, oddechem, ruchem, aromaterapią i świadomą pielęgnacją. Prowadzi zajęcia  Aroma Hormone Yoga, praktykuje terapię Bojin, zajmuje się japońskimi rytuałami pielęgnacyjnymi oraz filozofią Yakuzen Medical Food, w której codzienne odżywianie jest jednym z elementów profilaktyki i dbania o zdrowie.

Szczególnym obszarem jej zainteresowań jest okres peri-menopauzy i menopauza, na które patrzy z perspektywy Longevity – jako na ważny moment dla zdrowia kobiety w kolejnych dekadach życia. Pokazuje, jak poprzez codzienne wybory dotyczące ruchu, regeneracji, odżywiania i pielęgnacji można świadomie wspierać zdrowie, sprawność i jakość życia wraz z wiekiem.

Popularyzuje japońskie podejście do długowieczności, w którym nie chodzi o zatrzymanie czasu, ale o to, by jak najdłużej żyć w zdrowiu, sprawności i dobrej relacji z własnym ciałem.


Zobacz także:

Byłam na "zabiegu cesarzowej". 90 procent zabiegu to plecy, a efekt liftingu widać na twarzy