Dużo mówi się o longevity w kontekście pielęgnacji, zdrowego żywienia i tego, co możemy zrobić, aby jak najdłużej cieszyć się zdrowiem i witalnością. Długowieczność wynika bowiem w dużej mierze z tego, jaki styl życia prowadzimy. Już drobne zmiany są w stanie sprawić, że nasze życie znacząco się wydłuży. Nie da się jednak ukryć, że wpływ na to ma również to, gdzie żyjemy. Naukowo dowiedziono bowiem, że strefa geograficzna oraz klimat, w jakim się znajdujemy, mają ogromny wpływ na nasze zdrowie i długość życia. I tak powstały tzw. niebieskie strefy. Każda z „blue zone” to obszar, w którym ludzie żyją najdłużej. I nie ma w tym przypadków.

WIDEO

player placeholder

Niebieskie strefy świata to nie wymysł – to styl życia

Trend longevity jest popularny od niedawna, ale samo pojęcie „blue zones” po raz pierwszy pojawiło się w mediach ponad 20 lat temu. To właśnie wtedy Dan Buettner użył tego terminu w artykule dla National Geographic. Następnie coraz częściej używano tego pojęcia w kontekście zdrowia, diety śródziemnomorskiej i długowieczności. Do miejsc określanych tym zaszczytnym mianem należą:

  • Sardynia (Włochy),
  • Okinawa (Japonia),
  • Ikaria (Grecja),
  • Nicoya (Kostaryka),
  • Loma Linda (Kalifornia).

To właśnie tam według badaczy wyjątkowo dużo osób dożywa 90., a nawet 100. roku życia. Pierwsze badania na ten temat odbyły się na Sardynii. Włoski lekarz Gianni Pes badał występowanie stulatków na tej włoskiej wyspie. Następnie zaczął zaznaczać na mapie świata niebieskim markerem obszary, gdzie ludzie dożywają jak najwyższego wieku. Stąd właśnie tych 6 miejsc.

Zobacz także:

- Obserwacji, dlaczego to akurat w tych regionach żyje się najdłużej, było wiele i chyba nie do końca można wskazać, co tak naprawdę jest kluczowe. W dostępnej literaturze wskazuje się kilka głównych aspektów: dieta, codzienna aktywność fizyczna, relacje społeczne, cel w życiu, zajęcie (również w kontekście celu w życiu) – tłumaczy dr Małgorzata Legocka, ekspertka od longevity, która odwiedziła każdą blue zone. – To, co łączy te regiony, to faktycznie wymieniane aspekty, ale tez mało stresu na co dzień, kontakt z naturą - tu szczególne znaczenie ma bliskość akwenów (nawet opublikowano badanie, którego wnioskiem było dłuższe życie ludzi żyjących niedaleko oceanu), jakość spożywanej wody, czyste powietrze, spokój, mniej zdigitalizowane życie, spiritualizm = wierzenia, choć w każdej strefie inne, silny związek z kulturą i tradycjami regionu, swojego rodzaju patriotyzm i poczucie przynależności.

Gdy my myślimy o długowieczności i dbaniu o nią, do głowy przychodzą nam głównie dieta, ćwiczenia, być może pielęgnacja. Tak naprawdę w longevity i w stylu życia mieszkańców niebieskich stref chodzi o coś znacznie więcej.

Wdzięczność to największa siła longevity

Wystarczy spojrzeć już na pierwsze miasto, które zostało zamalowane niebieskim markerem – Sardynia. Dieta Włochów to w dużej mierze węglowodany i inne składniki, które my zapewne określilibyśmy mianem niezdrowych. Nie chodzi zatem o samą dietę, choć jest ona na pewno równie ważna w dbaniu o siebie i swoje zdrowie. Kluczowe jednak jest to, jak mieszkańcy tych stref podchodzą do siebie, troszczą się o siebie i próbują wyeliminować czynniki zewnętrzne, które mogą wpłynąć negatywnie na ich życie – np. na stres.

- Podczas moich podróży chciałam to zgłębić moimi oczami, po prostu obserwując i rozmawiając nie z naukowcami, ale z przypadkowo spotkanymi tamtejszymi ludźmi. Myślę, że te czynniki w szczególny sposób stabilizują układ nerwowy, co jednak ma ważne, jak nie najważniejsze znaczenie i pomaga w zachowaniu zdrowia – tłumaczy dr Legocka. - Zainspirował mnie ten spokój, pozytywne podejście, a najbardziej urzekła mnie zdecydowanie Okinawa, która w moim odczuciu jest niezwykła – a najbardziej niezwykła jest serdeczność i wdzięczność ludzi, którą czuć wszędzie, w każdej codziennej sytuacji.

Zatem szerokość geograficzna, klimat, dieta, otoczenie, tradycje, dostęp do opieki medycznej, styl życia – to wszystko jest niezwykle istotne w zadbaniu o swoje zdrowie i wydłużenie życia oraz zapewnienie sobie witalności. Nic jednak nie będzie miało sensu, jeśli jednocześnie nie zadbamy o swoją psychikę oraz dobre relacje z drugim człowiekiem.

Bo w longevity wcale nie chodzi o wygląd

Dziś, w kontekście trendu longevity, bardzo dużo mówi się także o pielęgnacji anti-aging. W dużej mierze spłyciliśmy pojęcie długowieczności właśnie do zewnętrznego dbania o siebie. A mieszkańcy blue zones udowadniają na co dzień, że w tym wszystkim nie chodzi o longevity skincare i wygląd, tylko o piękne wnętrze.

- Nasze pojecie longevity to coś zupełnie innego i ma się nijak do rytmu życia w blue zones. W moim odczuciu to próba nadgonienia czegoś, o czym w tym miejskim pędzie zapominamy lub nie mamy czasu – prostoty i natury. W naszym pojęciu longevity to też ładny, młody, zdrowy wygląd, zadbana skóra i tak dalej - a ludzie w blue zones wcale tak nie wyglądają, wręcz powiedziałabym, że nie przywiązują do tego większej uwagi i mają inne priorytety – tłumaczy dr Małgorzata Legocka.

Nie chodzi o to, żeby nie dbać o siebie i udawać, że nie obchodzi nas piękny, młody wygląd. Warto pamiętać, że w tym przypadku jedno często wynika z drugiego. Dobre zdrowie, to też promienny wygląd. Doskonała prezencja z kolei przekłada się na pozytywne samopoczucie, a co za tym idzie – dobrą sprawność fizyczną. Jeżeli jednak zaczniemy traktować longevity nie jako trend, a swój styl życia, szybko się przekonamy, że kluczem do sukcesu jest celebracja życia, a nie próba wydłużenia go na siłę.

Czas odrobić lekcję z długowieczności

Czy mamy do odrobienia lekcje z longevity? Patrząc na to, jak żyją mieszkańcy niebieskich stref – zdecydowanie tak. W naszym społeczeństwie brakuje bowiem tego luzu, serdeczności względem drugiego człowieka i balansu między obowiązkami a celebracją życia.

- Powinniśmy chyba bardziej zwracać uwagę na swój organizm, bardziej niż monitorować i optymalizować parametry zwrócić uwagę na przywracanie naturalnych rytmów i mechanizmów organizmu człowieka, powinniśmy uczyć się słuchania swojego ciała i być bardziej uważni na co dzień – podsumowuje dr Legocka. I dodaje, że dopiero później „warto do tej uważności wpleść całą współczesną wiedzę popartą badaniami”.

Jako społeczeństwo jesteśmy daleko od zostania jedną z niebieskich stref na mapie świata. Zwłaszcza że Polki boją się zaufać longevity, bo „żyjemy w mentalności, albo idealnie, albo wcale”. Wciąż nakładamy na siebie presje związane z różnymi rolami, które pełnimy w życiu, a zdrowy styl życia to dodatek, który dla wielu z nas nadal jest przykrym obowiązkiem. Jeżeli jednak zmienimy do niego podejście, mamy szansę sprawić, że może nie całe społeczeństwo, ale przynajmniej nasze otoczenie zacznie żyć jak mieszkańcy blue zones – w zdrowiu, z uśmiechem na ustach i wdzięcznością za dary od losu.


Czytaj także: