Nie ma miesiąca, żeby na rynku nie pojawił się nowy super produkt pełny probiotycznych bakterii, mających ratować nasze zdrowie, odporność i samopoczucie przed wszelkimi niebezpieczeństwami – jogurty, napoje mleczne, soki, sery a nawet pigułki, wszystko pełne cudotwórczych mikrobów.

WIDEO

player placeholder

Znaczenia probiotyków dla naszego organizmu jest ogromne – stan równowagi, jaki zapewnia nam obecność milionów tych mikroorganizmów to podstawa ochrony przed bakteriami chorobotwórczymi. A każdy wie, że dzisiejsze życie z całym zanieczyszczeniem środowiska, nadużyciem substancji chemicznych i leków, śmieciowym jedzeniem to prosta ścieżka, aby wykoleić każdą naturalną

równowagę. Dlatego też tak chętnie tłumaczy się wszelkie powszechne dolegliwości - od wzdęć i alergii, po wrzody żołądka, a nawet nowotwory, zaburzeniami równowagi biologicznej.

Probiotyki w stanie naturalnym występują jednak w niewielu pokarmach, stąd też coraz chętniej producenci nabiału dodają je sztucznie do swoich wyrobów, aby zyskać kilka punktów przewagi w skali modnej ostatnio zdrowotności. Czy rzeczywiście możemy ufać tym wszystkim marketingowym hasłom? Przede wszystkim należy oczywiści sprawdzać etykiety, czyli to co rzeczywiście kupujemy.

Zobacz także:

Lactobacillus gasseri, Bifidobacterium bifidum oraz Bifdobacterium longum to faktycznie wspaniali sprzymierzeńcy naszego układu odpornościowego. Zapobiegają przeziębieniom, ale również pomagają pozbyć się przykrych wzdęć, będących często jednym z objawów zespołu nadwrażliwego jelita.

Lactobacillus casei, w świetle najnowszych badań, to broń wielozadaniowa: od poprawy odporności po redukcję bakterii odpowiedzialnych za wrzody żołądka, zaparcia i nadkwasotę. Działanie to jest zauważalne jednak tylko w przypadku codziennego spożycia!
Bifidus ActiRegularis, zawarte m.in. w dostępnej na rynku Activii Danone, z kolei przyspieszają proces przemiany materii i również pomagają przy dokuczających często wzdęciach.

Nie ufajmy markom, które reklamują się wyłącznie jako “zawierające probiotyki”. Na opakowaniu powinny być wyraźnie wymienione szczepy bakterii – określenie „żywe” jest również mylące, bo są setki bakterii powstających przy fermentacji mleka, które nie posiadają właściwości zdrowotnych.

Dawka, która naprawdę jest w stanie poprawić stan naszej wewnętrznej flory to około 5 do 10 miliardów żywych bakterii dziennie – przedawkowanie nie jest groźne, więc nie odmawiajmy sobie sprawdzonego jogurtu na śniadanie czy deser!

Agata Chabierska