Nie istnieje gwarancja na długowieczność. Longevity jest super, ale do pierwszej pułapki
Longevity, czyli długowieczność, to nowy trend, który ma na celu wydłużenie życia każdej z nas. Opiera się na filarach zdrowego stylu życia i pielęgnacji. Ale jak każdy trend niesie za sobą pułapki, które mogą zapewnić nam odwrotne efekty. Bo wszystko jest dla ludzi, ale z głową.

Longevity dziś stało się trendem. Wiele z nas jednak podświadomie stosowało już tę filozofię życia wcześniej, dbając o swoje zdrowie i wygląd. Troska o siebie w celu wydłużenia swojego życia to oczywiście coś bardzo ważnego, co warto promować i jednocześnie czerpać inspirację od osób, które się do tego stosują. Jak jednak każdy trend również longevity niesie za sobą pewne pułapki, które mogą sprawić, że na dobre zrazimy się do zdrowego stylu życia. I uważam, że lepiej do tego podejść racjonalnie. Inaczej możemy osiągnąć efekty odwrotne do zamierzonych.
Czym tak naprawdę jest longevity?
Longevity w wolnym tłumaczeniu możemy określić jako długowieczność. Pod tym pojęciem kryje się jednak o wiele więcej. Gdy zadałam pytanie jednej z kobiet w moim otoczeniu o to, z czym kojarzy jej się ta długowieczność, usłyszałam, że... z wampirami. Może to mieć bowiem wiele znaczeń i czasami prowadzić do takich żartobliwych wniosków. W rzeczywistości jednak longevity to coś znacznie więcej niż samo długie życie.
Chodzi o jakość tego życia. Możemy bowiem żyć długo, ale najważniejszą kwestią jest witalność, która sprawi, że to długie życie nie będzie dla nas ciężarem. Dlatego filozofia longevity polega na podejmowaniu takich kroków, które zapewnią nam siłę i nie tylko wydłużą nasze życie, ale też sprawią, że będzie ono jak najbardziej jakościowe i przyjemne.
Do trendu longevity zaliczymy zatem:
- styl życia – regularny ruch, aktywność fizyczną, jakościowy sen, redukcję stresu oraz zdrową dietę,
- zaawansowaną diagnostykę – badania i sprawdzanie stanu swojego zdrowia są kluczowe dla szybkiego wykrywania chorób, ale też utrzymania ciała w jak najlepszej kondycji,
- zabiegi i pielęgnację skóry, które prowadzą do jej wolnego starzenia się.
Brzmi przyjemnie i racjonalnie, prawda? Do momentu, w którym nie zaczniemy przesadzać.
Przesada nie wydłuży ci życia, tylko je utrudni
Jeżeli chodzi o dbanie o siebie, jestem tzw. osobą zerojedynkową. Albo daję z siebie dwieście procent, albo odpuszczam. Wydaje mi się, że znaczna część kobiet ma dokładnie takie podejście do dbania o swoje zdrowie i ciało. A trendy takie jak longevity w tym przypadku mogą okazać się dodatkowo demotywujące.
W holistycznym dbaniu o siebie kluczowe jest zbudowanie rutyny. Ja jako redaktorka beauty dawno temu stworzyłam sobie cały plan pielęgnacyjny na 7 dni w tygodniu, którego się trzymam i już nawet nie potrzebuję ściągawki, żeby pamiętać, że np. dziś jest dzień witaminy C, jutro retinolu, a za dwa dni PDRN. Dzięki temu jest mi łatwiej trzymać się ustalonych przez siebie zasad i nawet jak jednego dnia nie chce mi się robić pięciostopniowej pielęgnacji, pamiętam, żeby na szybko nałożyć krem, a kolejnego dnia wrócić do rutyny.
Dokładnie tak samo powinno być ze zdrowym odżywianiem czy aktywnością fizyczną. Tu jednak kluczowe jest jeszcze jedno – dopasowanie planu działania do osobowości. Nienawidzę chodzić na basen, więc jeżeli ktokolwiek powie mi, że we wtorki mam iść pływać, bo to dobre na kręgosłup, pójdę pewnie raz czy dwa, ale szybko odpuszczę. A za trendem zawsze idą płynące z góry przykłady, które mogą okazać się dla nas niesprawdzone.
Złote rady z Instagrama vs. rzeczywistość
Instagram obecnie zalany jest sposobami na wellness i mindfulness. Osobiście jestem fanką jogi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych może być nużąca lub demotywująca, gdy po raz kolejny nie jesteśmy w stanie złapać balansu. Z kolei bieganie do niedawna mnie zrażało, bo za każdym razem miałam wrażenie, że zaraz wypluję płuca i zupełnie nie sprawiało mi to radości jak inne ćwiczenia np. taniec. I o ile teraz przekonałam się do tej formy aktywności, wiem, że nie jest ona dla każdego. Kluczowe jest znalezienie tego, co sprawia nam satysfakcję, a nie podążanie ślepo za trendami.
To samo, jeśli chodzi o sposoby relaksacji. Jak myślicie, czy jeżeli wybiorę się na lepienie garnków z gliny, choć jestem antyfanką wszystkich manualnych zajęć, to przyniesie mi to spokojny umysł i uśmiech od ucha do ucha? Czy może jednak wyjdę z tych warsztatów zirytowana i z poczuciem, że znowu coś mi nie wyszło? Obstawiam to drugie, wbrew temu, co głoszą instagramerki. I choć wszyscy eksperci od relaksacji powiedzą, że hałas nie jest formą odpoczynku i prowadzi do przebodźcowania, dla mnie o wiele skuteczniejszy będzie koncert rockowy, na którym będę się dobrze bawić i odetnę się od problemów codzienności.
Jeszcze poważniej sytuacja ma się w przypadku diety i jest to temat rzeka. Pamiętacie czasy, gdy dieta oznaczała jedzenie wyłącznie sałaty lub jajek z grejpfrutami? Wydawać się może, że ten etap mamy już dawno za sobą, ale gdy widzę kolejne posty dotyczące np. detoksów sokowych, aż ściska mnie w żołądku i to zdecydowanie nie z głodu. Nie jestem dietetykiem, więc nie będę wymądrzać się na temat odżywiania, bo dieta także powinna być odpowiednio dostosowana do konkretnej osoby. Oczywiste jest, że jeżeli ktoś nie toleruje glutenu, nie powinien jeść białego pieczywa – wow, co za odkrycie. Ale oczami mojej wyobraźni już widzę te wszystkie nastolatki, które podążają śladami swoich idolek i piją soki zamiast zdrowego, zbilansowego odżywiania.
Tu warto też podnieść dyskusję, czy za zbilansowane odżywianie możemy uznać bardzo modną od kilku lat dietę keto – pamiętajmy bowiem, że to również dieta eliminacyjna. Jeżeli ci to służy i jesteś w stanie dostarczyć sobie odpowiednich wartości odżywczych, masz ok wyniki badań, czujesz się lekko i zdrowo, idź w to – to jest dla ciebie. Ale jeżeli robisz to na siłę, brakuje ci węglowodanów, które wcale nie muszą być niezdrowe, jeśli np. sięgasz po warzywa czy produkty pełnoziarniste, nie męcz się. W ten sposób jesteś w stanie doprowadzić do gorszych efektów, bo po pierwsze – szybko się poddasz, po drugie może ci brakować odpowiednich makroskładników.
I trzecia rzecz – ortoreksja, czyli obsesyjna koncentracja na zdrowym odżywianiu. Podążanie za trendem może bowiem sprawić, że zaczniemy dążyć do spożywania wyłącznie tego „perfekcyjnego” jedzenia. Może to doprowadzić do takich skutków jak skrajne wyrzeczenia, jeszcze gorsze zaburzenia odżywiania oraz izolacja społeczna, bo np. będziemy bali się wyjść z przyjaciółmi do restauracji, żeby nie zjeść czegoś zbyt kalorycznego lub niezgodnego z naszą aktualną dietą.
Do czego dążę w swojej argumentacji? Nie chodzi o to, żeby krytykować longevity, bo jest to naprawdę ważna filozofia. Chodzi o podkreślenie, że podążanie ślepo za trendem nie jest dobre, bo nieumiejętne uprawianie sportu czy układanie diety może prowadzić do opłakanych skutków. A zbyt wymagające dla nas lub nudne ćwiczenia są w stanie zdemotywować nas do działania w tym kierunku. Szczególnie że nie dostajemy gwarancji efektów.
Nie istnieje gwarancja na długowieczność
Łatwo jest wpaść w pułapkę panującego trendu. Trudniej jednak wytrzymać w swoim postanowieniu. Motywacja to bardzo ważna rzecz, która może nam pomóc w nim wytrwać. Dlatego np. kobiety przed ślubem są w stanie utrzymać dietę i ćwiczenia, bo mają wizję siebie w wymarzonej sukni ślubnej. O wiele łatwiej nam też wytrwać w tego typu postanowieniach np. do wakacji, gdy chcemy pięknie prezentować się na plaży. A co w przypadku długowieczności?
Nie oszukujmy się, w wieku 20, 30 czy nawet 40 lat nie myślimy jeszcze o tym, jak będziemy wyglądać na starość. Oczywiście wiemy, że zdrowe odżywianie czy nawilżanie skóry są istotne, ale nie mamy w tym okresie swojego życia gwarancji, że faktycznie uda nam się dzięki temu dożyć np. 90-ki. Zwłaszcza że na tym etapie wydaje nam się to abstrakcyjne. I nikt nam tej gwarancji nie da – niezależnie od tego, jak będziemy funkcjonować.
Przedstawianie zatem longevity jako filozofii dbania o siebie w celu wydłużenia sobie życia nie przyniesie na pewno takich rezultatów, jak pamiętanie o tym, żeby być zdrowym tu i teraz. Bo to jest dla nas kluczowe. Żeby jeść zdrowo, ale z głową. Uprawiać sport, który sprawia nam satysfakcję i nie zdemotywuje nas do działania po tygodniu. I oczywiście stosować pielęgnację, która przynosi widoczne efekty. To wszystko zapewni nam rewelacyjne skutki także w przyszłości. I wtedy będziemy mogły z ręką na sercu powiedzieć, że longevity to nasz styl życia. Nawet jeśli nie medytujemy czy nie lepimy garnków z gliny.
Czytaj także:
- Longevity skincare to nowy anti-aging. Dzięki tej metodzie nie musisz się martwić o zmarszczki
- „Mądre Polki”: longevity to trend - stres to rzeczywistość. Czy to się da pogodzić?
- Czy hi-tech to nowy anti-aging? Dr Agnes Frankel: „Tu nie chodzi o zmarszczki, tylko zdrowie skóry”

