Ludzie wynaleźli mechaniczne bieżnie, steppery, maszyny próżniowe do pedałowania i tysiąc pięćset innych sprzętów pomagających zrzucać tłuszczyk. A najlepsze i tak okazuje się chodzenie!

WIDEO

player placeholder

Marsz to bez cienia wątpliwości najzdrowsza i najefektywniejsza forma ruchu, którą niemniej jednak ludzkość postanowiła ograniczyć do minimum wożąc się windami, autami, autobusami i ruchomymi schodami. Ba, w biurach zamiast przejść się piętro niżej rozmawiamy z księgową przez Skype, a zamiast iść do sklepu po prezenty świąteczne, kupujemy wszystko przez Internet. Wedle różnych szacunków dorosły chodzi dziennie średnio 1,5 km, co jest tragedią, gdy wziąć pod uwagę tradycje naszych przodków. Lekarze zalecają, żeby było to minimum 6 km dziennie, zaś chodzący 10 km mogą przestać martwić się o formę fizyczną.

Zobacz także:

Chodzenie ma same zalety. Jest darmowe, nie wymaga sprzętu, nie boi się złej pogody, nie potrzebuje specjalnego terenu, nie prowokuje kontuzji, nie ma ograniczeń wiekowych, nie stwarza zagrożenia nawet, jeśli cierpimy na otyłość, nadciśnienie, choroby serca czy inne poważne dolegliwości. Marsz jest naturalny dla ciała, wprawia w ruch wiele stawów i pomaga utrzymać dumną pozycję stojącą, którą homo sapiens powinien wszak hołubić jako wyraźny atut genetyczny.

Dlaczego więc nikt nie maszeruje? Dlaczego społeczeństwo dzieli się na pasywnych leni i aktywnych sportowców, którzy latają na siłownię, na rolki, tenis i basen? Bo chodzenie wydaje nam się nudne, nieefektywne, prozaiczne, niemodne i zbyt łatwe. Nie spoci się człowiek, nie ma zakwasów, nie wyda pieniążków na karnet i nie dostanie ciężkiej zadyszki - co to za sport?

Faktycznie, dobry biegacz spali podczas truchtu dwa razy więcej kalorii, ale już byle jakie bieganie bez oddychania przegrywa energetycznie z technicznym, szybkim marszem. Poziom spalania zależy od naszego tempa, nachylenia terenu oraz wagi ciała - w skrócie osoba ważąca 60 kg prze tempie 4 km/h traci w godzinę 230 kcal, tempie 6 km/h 400 kcal, a jeszcze pod górę - 490 kcal. Osoba ważąca 90 kg w tych samych okolicznościach traci po 60 minutach 340, 600 i 730 kcal. Brzmi chyba nieźle?

Regularny marsz ponadto wpływa fenomenalnie na układ krążenia, zapobiega chorobm serca, obniża poziom cholesterolu, optymalizuje ciśnienie tętnicze, wzmacnia mięśnie i stawy a nawet kości w profilaktyce osteoporozy. Dotlenienie w ruchu na świeżym powietrzu zapobiega też powstawaniu zmarszczek, pomaga przy problemach z zaparciami, wspomaga chorych na cukrzycę a nawet nowotwory. No i nie zapominajmy o dobrym samopoczuciu - szybki marsz przez godzinę nie tylko spali tłuszczyk, ale zrelaksuje, odgoni kłopoty i ponoć znacznie przedłuża długość życia!

Na koniec warto przypomnieć o technice dobrego marszu: głowa wyprostowana, rozluźnione ramiona, łokcie ugięte pod kątem prostym, brzuch wciągnięty, łopatki ściągnięte, mięśnie pośladków spinają się przy każdym kroku. I tyle - pora wstać z krzesła!